Swego czasu trafiłem na wiersz Henryka Heinego, który mnie zafascynował. Nie wiem, czy sam utwór był tak dobry, czy jego przekład, bo nie znałem niemieckiego. Tak czy owak, postanowiłem dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Nie pamiętam już także, jaka biblioteka użyczyła mi swoich zbiorów, ale trafiłem na ślad. Wiersz zaprowadził mnie do wielkiej miłości Heinego, imieniem Molly (Amelia).

Oboje wywodzili się z rodzin bankierskich, widywali się dość często, rozmawiali ze sobą, podkochiwali się. Pewnego dnia ręce obojga się splotły, ciała przeszedł dreszcz, a usta wyraziły to wszystko w sposób ciepły, wilgotny i przejmujący. Używając romantycznych porównań, gdyż działo się to w pierwszej połowie XIX-wieku: jedno w drugie patrzyło jak w zorzę. Poprzysięgli sobie miłość i zaczęli myśleć o wspólnej przyszłości. Ale życie jak to życie, nie było tej samej myśli, co oni.

Heine wyjechał na studia do Getyngi, a na Molly zaczęto wywierać nacisk, by poślubiła odpowiedniego mężczyznę. Niestety, Henryk – z punktu widzenia jej ojca – był hołyszem żyjącym z jałmużny stryja. Nic go nie predestynowało na męża dla bogatej córki bankiera. Powoli, powoli dziewczyna zaczęła tracić serce dla nieobecnego, ulegającego fantazjom włóczęgi, a rękę oddała człowiekowi „z pozycją”.

Wiadomość o ślubie Molly trafiła w Heinego niczym grom. Poeta napisał w pamiętnikach: „Bóg jeden wie, co przecierpiałem tej nocy”. Gdy w końcu doszedł do siebie, świat przypominał mu pustynię, a życie straciło wszelki powab. Miał pod ręką pistolet Werthera, a jakiś głos szeptał mu do ucha: Oto klucz od twojego więzienia! Wybrał jednak inne rozwiązanie, zaczął podróżować i pisać. „Moje wielkie cierpienia – zwierzył się przyjacielowi – tworzą małe piosenki”.

Co natchnęło odrzuconego kochanka, by jedenaście lat później zobaczyć się znowu z kobietą, która przyczyniła mu tylu cierpień? Tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że się spotkali. Henryk był już wtedy oklaskiwany przez całą liberalną młodzież niemiecką i sławny z namiętności, które budził w kobietach. Kiedy przyjechał do Hamburga, Molly była nieobecna, ale gdy się dowiedziała o jego wizycie, przyśpieszyła swój powrót do miasta.

Tak więc pewnego dnia Heine stanął przed domem Fiedlanderów – bo takie nazwisko po mężu nosiła Molly – pociągnął za rękojeść dzwonka, a drzwi otworzyła mu służąca. Służka zaprowadziła go przed pokój swojej pani i odeszła. Poeta wszedł do wskazanego mu pomieszczenia i ujrzał kobietę siedzącą na kanapie w sukni z ciemnego kaszmiru. W półmroku zalewającym pokój, nie mógł rozróżnić jej rysów, ale gdy wstała, żeby się z nim przywitać, ujrzał starą kobietę. Przez tych jedenaście lat, przez które jej nie widział, Molly stała się widmem samej siebie.

Stali przed sobą i żadne nie wiedziało, co powiedzieć.  W końcu ona przezwyciężyła wzruszenie i zaczęła się rozmowa.

Heine spytał wtedy:

– Czy jesteś szczęśliwa?

Potrząsnęła głową, zaprzeczając.

– Mój mąż – odparła – jest rodzajem szczudła. Szczudło jest dobre do oparcia, ale nigdy nie będzie drzewem.

Tym jednak, co najbardziej zdumiało mnie w tej historii było to, że Heine wrócił tam nazajutrz. Oboje wyszli z domu, by usiąść w parku na ławce, na której spotykali się przed jedenastu laty. Jedno do drugiego się przytuliło. Ona oparła głowę na jego ramieniu i spytała:

– Skąd wiedziałeś, że jestem taka nieszczęśliwa?

– A ty skąd wiedziałaś, że ja wiem?

– Z twojej poezji…

Heine wyjechał z Hamburga już następnego dnia. I nigdy potem się nie spotkali.

 

Jeden komentarz

  1. Piękna historia. Bycie drzewem, to miłość podpora, zakorzenienie się i czerpanie tego co najlepsze i oddawanie jeszcze więcej. Lecz w dzisiejszych czasach ciężko jest nim być, bo albo dajesz całego siebie albo pochłaniasz. Nie ma równowagi, nasze zmysły są zaatakowane zbyt dużymi bodźcami technicznymi, ludzie gonią za pieniędzmi, pną się po szczeblach kariery. Nie zwracają uwagi na subtelne odczucia, uczucia.
    Tylko poeci są wstanie odczuwać wszystkimi zmysłami. Gdybu nie oni, nie wiem czy istniałyby marzenia i ideały.

    Katarzyna R.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.