To miało miejsce jakieś dwa lata temu w Łosiowie na imprezie plenerowej, na którą zabrałem się z grupą malarzy. Właśnie ukazała się moja książka pt. „Daisy. Błękitna tożsamość” i zależało mi na tym, aby obwieścić to triumfalnie całemu światu. Zacząłem wiec od Łosiowa, co nie pozostaje bez związku z tytułem tego postu. Akurat napatoczył się jakiś pan, który zatrzymał się przed moim stoiskiem. Nie prezentował się może jakoś nadzwyczajnie, ale nie będę przecież nikogo oceniał na podstawie tego, co na sobie nosi. Zaproponowałem mu książkę, jak każdemu innemu.

Wtedy on uniósł dłoń do góry w geście, który znany mi jest ze znaku drogowego „stop”, i powiedział stanowczo:

– Nie, dziękuję. Czytałem to już…

Następnie odwrócił się plecami, by zostawić upokorzonego autora w bezpiecznej strefie swojej przeszłości. Zwykle nie podejmuje rozmowy w takich sytuacjach, bo i po co. Ale że powieść dopiero co zeszła z prasy drukarskiej, okazałem naturalne zdziwienie.

– To niemożliwe, proszę pana – zawołałem za nim – książka jest dostępna zaledwie od tygodnia…

Mężczyzna stanął w miejscu, odwrócił się do mnie i jeszcze raz omiótł wzrokiem pozycję literacką, którą cały czas trzymałem przed sobą. Następnie założył okulary, w których czynne było tylko jedno szkiełko, i przyjrzał się jej uważniej. Ostatecznie przyznał mi rację.

– Nie, tej rzeczywiście nie czytałem – powiedział. – Ale czytałem książkę pt. „Najlepsze cytaty z najlepszych książek”. I to mi wystarczy. Tak że dziękuję panu bardzo!

I tym mnie już zastrzelił! Nie miałem pojęcia czy się śmiać, czy płakać. Prawdę mówiąc nie wiedziałem nawet, czy książka, o której mówi, naprawdę istnieje. Podejrzewałem nieśmiało, że pan wymyślił sobie ten tytuł na okoliczność rozmowy, jaka się miedzy nami wywiązała, ale nie byłem tego pewien. Czy taka książka była, czy jej nie było, to jednak sam argument wydawał mi się z kija wzięty.  Oświadczyłem mu więc:

– Wie pan co? Równie dobrze mógłby pan powiedzieć: „Moja żona jest najładniejszą kobietą na świecie, bo ja widziałem zdjęcia wszystkich najładniejszych kobiet na świecie!

Ale jakoś słabo to zabrzmiało. Nie dlatego, że nie wyglądał mi na takiego, który by miał najładniejszą żonę na świecie. Prawdę mówiąc nie wyglądał nawet na takiego, który by w ogóle miał żonę. Ale argument, z którym wypaliłem, nie przekonałby nikogo – nawet mnie, chociaż z natury jestem dość naiwny. Po prostu był trochę niekompatybilny do jego „Najlepszych cytatów z najlepszych książek”. Po powrocie do domu od razu odpaliłem Wujka Google, żeby sprawdzić, czy taka książka faktycznie istnieje. I zgadnijcie, co odkryłem?…

OD AUTORA:

3 komentarze

  1. Ależ Panie Zbyszku, ja absolutnie nie jestem rasistką. I uwielbiam zwierzęta małe i duże, oprócz obślizgłych. Ale lepiej jest być nazywanym łosiem niż jeleniem (rogaczem). 🤔

    Katarzyna R.
  2. Jaka książka taki człowiek. Mało oryginalny. Z pewnością w życiu też powiela wszystko zamiast samu coś robić. Brr z daleka od takich ludzi.
    A co do łosia, to już lepiej nim być niż jeleniem😁

    Katarzyna R.
    1. Wow! Pani Kasiu, jeśli Związek Zawodowy Jeleni dowie się o Pani opinii, obawiam się, że pozwą Panią do sądu za jeleniofobię i segregację rasową. Bo gdyby to był Facebook, a nie Witryna Autorska, już by Panią wyłączyli za mowę nienawiści wobec zwierząt!!!

      ZBYSZEKN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.