Od paru tygodni mam nowego sąsiada. Cieszę się ogromnie z tego sąsiedztwa, bo wcześniej mieszkał naprzeciw taki gbur, że nie szło z nim inaczej rozmawiać, jak tylko z nabitą dubeltówką. Ciągle mieliśmy jakieś drobnosąsiedzkie karamuchy.  A teraz trafiło mi się zupełne przeciwieństwo. On bardzo grzeczny człowiek, ona – to znaczy jego żona – też. I matka, która z nimi mieszka, wyjątkowo kulturalna osóbka. Do tego całkiem rześka, jak na babcie, bo powinienem nadmienić, że młodzi mają już paromiesięczną pociechę, co ma dla treści mej opowieści – jak się zaraz okaże – pewne znaczenie.

Wszyscy troje zawsze odpowiadają na moje „dzień dobry”, a to wcale nie jest takie częste i oczywiste w tych stronach, choćby z tej przyczyny, że ja z kolei nie każdego z tutejszych autochtonów lubię i nie każdego pozdrawiam. Zawsze, gdy idę do sklepu, przechodzę koło ich podwórka i wymieniamy się sąsiedzkimi grzecznościami. Wszystkim jest wtedy bardzo miło i bardzo przyjemnie. Po takiej manifestacji wzajemnej życzliwości, aż chętniej mi się płaci rachunki sklepowe.

Niewiele ponad tydzień temu, sąsiad mnie zaczepił przy płocie, bo chciał o coś poprosić. Wyjaśnił mi, że żona z matką pojechały do miasta, a on został w domu z dzieckiem. Dziecko śpi, a jemu jest gorąco – bo w istocie było upalnie i duszno – i miałby ochotę napić się schłodzonego piwa.

– Nie skoczyłby pan do sklepu kupić mi trzy piwa?

– Czemu nie – odparłem chętnie.

Sąsiad dał mi flaszki oraz gotówkę i podryndałem do miejscowego składziku po browar. Uwinąłem się w 10 minut, a sąsiad w ramach napiwku wręczył mi jedną flaszeczkę. Zachował się dokładnie tak, jakie miałem o nim mniemanie: bardzo grzecznie. Wróciłem do siebie, z wdzięcznością obniżyłem poziom płynu w butelce do zera i już nazajutrz zapomniałem o całym zdarzeniu.

Aż tu dzisiaj ktoś puka do moich drzwi. Zaglądam, patrzę – sąsiad. Otwieram więc i pytam, co się stało. A on na to:

– Panie sąsiedzie, ja bardzo chciałem pana przeprosić za to piwo…

Zdumiałem się:

– Za piwo, a dlaczego?

– A bo tu na wsi powiedzieli mi, że pan jest pisarzem – tłumaczył się uniżenie. – A ja pana jak chłopca na posyłki potraktowałem.

Machnąłem ręką.

–  Nie wierz pan ludziom. Te miejscowe wsiochy plotą, co im ślina na język przyniesie. Jaki tam ze mnie pisarz…

Ale sąsiad nie dał się zwieść. Powiedział do mnie:

– Żona i matka sprawdziły w Internecie i okazuje się, że jednak mimo wszystko jest pan pisarzem.

– Jaki tam ze mnie pisarz – powtórzyłem, dodając: – Taki Szekspir albo Tołstoj, to byli pisarze, panie, ale nie ja…

– Wobec tego ja mam do pana prośbę – usłyszałem w odpowiedzi na swoje słowa. – Żeby pan poszedł ze mną i wytłumaczył to mojej żonie i matce. Bo mi baby od dwóch dni kołki ciosą na głowie.

Żal mi się zrobiło chłopiny, bo trzy baby w domu, a on jeden (ta w kołysce też baba). Rad nie rad, poczłapałem tam, żeby dać mu rozgrzeszenie przed trybunałem domowym. Tłumaczyłem paniom, że skoro ja nie mam do niego pretensji, to tym bardziej one nie powinny mieć. Opowiedziałem im też podobną historię, jaka przytrafiła się Tołstojowi – zmyśliłem ją na poczekaniu oczywiście. Nie wiem, czy je przekonałem, ale jak wychodziłem, to  nie miały już tak pomarszczonych czół, jak wtedy, gdy przychodziłem. Babcia wyraziła nawet ochoczą gotowość wstąpienia w szlachetny poczet moich czytelniczek.

A co do Tołstoja, opowiedziałbym Wam tę historię, ale mnie palce już dziś bolą od klepania po klawiaturze. Może  jutro albo pojutrze ją dopiszę, jeśli nie zapomnę do tej pory, jak to tam szło…

 

ZAPOMNIAŁEM, JAK TO BYŁO Z TYM TOŁSTOJEM, A NIE CHCĘ NA NOWO ZMYŚLAĆ, BO JESZCZE COŚ PRZEKRĘCĘ…

 

3 komentarze

  1. Mieć pisarza za sąsiada to nie lada gratka. Również stosunki sąsiedzkie muszą być dobre, więc jedno piffko w tą czy w tamtą….Czasem nawet pisarz musi ruszyć przysłowiowe cztery litery aby utrzymać odpowiedni kontakt. Ja osobiście nie miałabym żadnych oporów aby wysyłać, nawet taaakiego sąsiada po odpowiedni trunek😉

    Katarzyna R.
    1. Mieć pisarza za sąsiada, to jak mieć kłopoty za sąsiada – czyli prawie to samo, jak mieć męża za pisarza, a wcale nie to samo, co mieć pisarza za męża.
      Tak że złożoność tego problemu jest o tyle nieskładalna, że jeśli Pani go rozłoży, to już może go Pani może nie złożyć 😀

      ZBYSZEKN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.