Opowiadanie, którym dziś się posłużę, przytoczę w bardzo okrojonej wersji. Wyszło ono spod pióra Karen Blixen, autorki książki pt. „Pożegnanie z Afryką”. Pani ta napisała sporo opowiadań. Jedno z nich w szczególny sposób trafiło mi do serca. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego. Słyszałem, że w pamięci pozostaje nam głównie to, w czym odnajdujemy siebie. Tak może być, ale niekoniecznie, nie jestem pewien.

Ze względu na to, że jest ono dość obszerne, opowiem je własnymi słowami, a gdzie to możliwe, przytoczę autorkę – w cudzysłowach.

Rzecz dzieje się w drugiej połowie XIX wieku w Paryżu. Młody arystokrata cudem uniknął otrucia przez zazdrosną kochankę, damę z wielkiego świata, która – jak na ironię – posługiwała się nim, by wzbudzić zazdrość męża. Historia zaczyna się od momentu, w którym siedzi on na ławce z odkrytą, wystawioną na deszcz głową, i zastanawia się nad tym, co się właściwie stało. Jest do głębi wstrząśnięty! Wtedy właśnie podchodzi do niego dziewczyna i zaczyna coś mówić. W takiej sytuacji człowiek nie ma chęci do zadawania się z kimkolwiek. Dlatego w pierwszej chwili mężczyzna nie rozumie, co ona mówi do niego.

Ale dziewczyna ma w sobie  coś szczególnego, więc uśmiecha się do niej. Ona odpowiada mu „cichym, jasnym uśmiechem”. Jest bardzo młoda i piękna, i dziwnie poruszona zaistniałą sytuacją. Jej bliskość przynosi mu ulgę, nie chce być sam, więc zaprasza ją do domu. Służący, który był przyzwyczajony do późnych powrotów pana, podtrzymywał zawsze ogień w kominku i zostawiał na stole zimną kolację. Kiedy wchodzą do mieszkania, jest ciepło i jasno, a przed kominkiem stoi zastawiony stół ze zmrożonym szampanem. W świetle lampy może się jej bliżej przyjrzeć. Jest „młodziutką pięknością, swobodną i pełną uroku”.

Jedno i drugie jest w jakimś szczególnym nastroju. „Równie mało wiedziałem o tym, co się w niej dzieje, jak ona o tym, co przytrafiło się mnie; oboje jednak byliśmy tak podnieceni i spięci, a przy tym pełni głębokiej, jakiejś bezosobowej sympatii, jakbyśmy spotkali się w innym świecie niż ten, w którym żyjemy na co dzień. W moim stanie ducha jej obecność przyjąłem bez jednej myśli o tym, skąd się wzięła, czy kiedyś znowu zniknie. Co ona myślała o mnie, nie wiem. Sądzę, że musiałem być dla niej jakimś symbolem pozbawionym niemal egzystencji. Zdjąłem jej kapelusz i pocałowałem w twarz. Wtedy poczułem jak bardzo jest przemoknięta. Ubranie wisiało na niej, jak piórka zmokłego ptaka.

Podszedłem do stołu, otworzyłem szampana i nalałem jej kielicha. Powoli, patrząc na mnie, wypiła do połowy, a potem zaśpiewała perliście pierwsze słowa walca, którego grano wówczas w każdej Cafe Chantant. Jej głos był czysty i jasny (…) prawie uwierzyłem, że zesłano mi coś nadzwyczajnego, cud. Ponownie napełniłem kielich, objąłem jej krągłą szyję i odgarnąłem włosy z czoła.

– Na litość boską, coś ty zrobiła, że tak przemokłaś – zapytałem, jakbym był jej babcią. – Musimy zdjąć z ciebie to mokre ubranie i rozgrzać cię.

Utkwiła we mnie swoje gwieździste oczy, a twarz jej drgnęła. Następnie zaczęła rozpinać pelerynę i pozwoliła jej opaść. Pod peleryną miała jedwabną sukienkę ciasno opinającą jej pierś, talię i biodra. Zacząłem ją rozbierać bez pośpiechu, a ona stała wyprostowana nie przeszkadzając mi. Kilka razy zaczerwieniła się pod dotknięciem moich rąk, ale kiedy odpiąłem jej ciasny gorset i dotknąłem chłodnych ramion i piersi, rozjaśniła się w pełnym, łagodnym uśmiechu i dotknęła moich  palców.

Muszę wyjaśnić, że za moich czasów rozbieranie kobiety było przeżyciem nieporównywalnym do tego, czym jest dzisiaj. Ciało kobiety stanowiło głęboką tajemnicę, którą szaty wiernie i z wielkim nakładem pomysłowości starały się ukryć. Z ogromnej kaskady draperii, trenów, podpięć, koronek i plisek, które przy każdym ruchu unosiły się i opadały, strzelała talia, prosta i smukła jak łodyga kwiatu, wznosząca wysoko pierś zaokrągloną jak róża. (…) Kobieta w tych czasach była dziełem sztuki, którego wypracowanie zajęło wiele stuleci.

Gdy w świetle lampy stanęła przede mną całkiem naga, miałem przed sobą arcydzieło natury, objawienie piękna, które zapierało dech w piersiach. Chwytała za serce swoją absolutną doskonałością – nic ponad to dodać się nie da. Od pięt aż do podbródka głowy wiodła przez nią jedna prosta linia, jak przez niebosiężny pień olbrzymiego drzewa. W jasnym spojrzeniu oczu, w smukłych, mocno zarysowanych liniach ramion, odbijała się silna i łagodna osobowość. Śmiała się cicho jak dziecko”.

Natalia była zupełnie naga. Oboje siedzieli przy stole. Chyba była głodna, bo najadła się, zaczęła śmiać się, promienieć i słuchać, gdy on mówił. Nie pamiętał, o czym rozmawiali, ale pamiętał, że byli wobec siebie szczerzy. „W żadnej innej miłości – jeśli to można było nazwać miłością – nie czułem się tak swobodny i bezpieczny jak z nią. Żadna obawa lub wątpliwość nie wchodziła w grę miedzy mną a Natalią. Myślę, że to jest to szczególne uczucie naturalnej i bezpiecznej swobody, które mają na myśli szczęśliwi małżonkowie, kiedy mówią, że dwoje stanowi jedno. Świat na zewnątrz był twardy, nie do wytrzymania. Lecz ten pokój, ta noc były nasze i były nam wierne, a wino sprzyjało”.

Na kanapie leżała gitara. Natalia sięgnęła po nią. Założywszy nogę na nogę, usadowiła się na szerokim niskim fotelu i zaśpiewała dwie piosenki. Jej głos „brzmiał jak dzwoneczek trochę oszołomiony szczęściem, jak brzęczenie pszczoły na kwiecie”. Była niezwykle uzdolniona muzycznie. „Siedziałem w drugim niskim fotelu naprzeciw niej. Pamiętam cisze, jaka zapadła, kiedy umilkł ostatni ton. Wtedy padłem przed nią na kolana, objąłem ją”. To, co się wtedy miedzy nimi wydarzyło, zostawiam wyobraźni czytelnika. Dziewczyna okazała się być dziewicą. Spędzili ze sobą całą noc.

Rano powiedziała mu: „Muszę wracać” i wstała. „Siedziałem, czekając na to, że podejdzie i wyjaśni mi, kiedy i jak przybędzie do mnie, aby znów obdarzyć mnie łaską szczęśliwości, i powie, co powinienem przedsięwziąć”. Proszę sobie wyobrazić zdumienie tego mężczyzny,gdy powoli ubrała się, podeszła do fotela, na którym siedział jej nagi kochanek i powiedziała:

– Należy mi się 20 franków.

 

 

 

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.