Książka Katarzyny Dragon-Bartoń “Nieoczywiste”

Przyjaźń to równie piękne uczucie, jak miłość. Wydaje mi się jednak, że posiada ona tę przewagę nad swoją siostrą, iż nie jest obciążona balastem namiętności. Hmm… Może dlatego, że jest starsza, bardziej dojrzała. Niestety, zdarza się tak rzadko, że chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że na sto nowych miłości rodzi się może tylko jedna prawdziwa przyjaźń. Trudno ją spotkać, bo nie afiszuje się na ulicach, nie każe się trzymać za ręce, całować po bramach. Czasem jednak zdarzają się sytuacje, w których można ją podpatrzeć. Wówczas widać całe jej majestatyczne piękno. Niedawno miałem taką okazję i chciałbym o tym opowiedzieć.

Dwie przyjaciółki: Katarzyna i Lidia, okres po studiach

Zaczęło się niewinnie, od drobnej prośby. Ktoś poprosił mnie o napisanie opinii na okładkę do książki. Przyznam, że nie cierpię robienia laurek. Odmawiam niemal sto na sto. Tylko raz czy dwa razy zdarzyło mi się uczynić wyjątek. Ale jedynie wobec artystów, co do poziomu których nie miałem najmniejszych wątpliwości. Tym razem jednak prośba była od kogoś, komu nie sposób było odmówić. Zgodziłem się. I wierzcie mi, cieszę się niezmiernie, bo to ja powinienem się czuć zaszczycony. Życie dało mi okazję zobaczyć coś, co zdarza się widywać niezmiernie rzadko, prawdziwą przyjaźń w akcji!

Ta przyjaźń, była przyjaźnią miedzy dwiema kobietami: Katarzyną i Lidią. Panie poznały się na studiach i od razu przypadły sobie do serca. Więź, która się wówczas zrodziła, trwała całe życie. Zdążyły wyjść za mąż, urodzić dzieci, jedna nawet się rozwiodła, a mimo to ich przyjaźń płonęła tym samym niesłabnącym ogniem. Ów płomień jaśniałby do dzisiaj, gdyby nie zgasiła go przedwczesna śmierć Kasi. Nawiasem mówiąc wydawało mi się, że jeśli ktoś odchodzi na zawsze, przyjaźń się kończy, pozostają tylko wspomnienia. Tym razem jednak życie miało mi pokazać coś innego…

Pani Lidia obecnie

Powinienem w tym miejscu wyjaśnić, że Kasia miała artystyczną duszę. Od dzieciństwa pisała, chciała zostać pisarką. To było marzeniem jej życia. Niestety, nie zdążyła napisać książki ani jej wydać, co nie oznaczało, że ta książka nie miała się ukazać. Jak to możliwe? Znów należałoby wrócić do zagadnienia przyjaźni. To uczucie jest uczuciem takiego formatu, który umie stawić czoła śmierci. Ta czarodziejka więzi międzyludzkich potrafi spełniać marzenia nawet wtedy, gdy człowiek pozostaje już tylko zapisem w ludzkiej pamięci.

Opowiem więc o drugim ogniwie tej przyjaźni, pani Lidii z Wrocławia. Postaram się streścić, z konieczności pomijając wiele wzruszających szczegółów. Ale już samo to, ile pani Lidia musiała poświęcić czasu, by z różnych źródeł zebrać utwory swej przyjaciółki w jedną książkę, już samo to zasługuje na podziw. Udało się jednak! Wydała tę książkę, i to własnym sumptem. Jakby nie dość tego, zorganizowała jeszcze w Sandomierzu – rodzinnym mieście Kasi – pośmiertne spotkanie autorskie. Odbyło się ono dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci autorki. Wraz z wydawcą książki, panią Anną Leśniewską, zaangażowała w to władze miejskie oraz miejscową telewizję.

Nie było to wcale takie proste, jak się wydaje. Wystarczy wspomnieć o trudnościach, jakie musiała pokonać pani Lidia, żeby otrzymać zgodę spadkobierców na opublikowanie utworów Kasi. Nikt nie musi mi tłumaczyć, ile problemów nastręcza wydanie książki we własnym zakresie, nie mówiąc o zorganizowaniu spotkania autorskiego w mieście tak odległym od Wrocławia, jak Sandomierz. A wszystko to na własny koszt. Jeśli ktoś potrafi wyjaśnić taki gest czymś innym niż głęboką przyjaźnią, to pytam się, czym?…

Nie wiem jak komu, ale mnie ten przykład każe się nisko pochylić czoła wobec przyjaźni. Czuję się wyróżniony tym, że mogłem dołożyć do tej przepięknej historii chociaż parę literek. Życzyłbym sobie mieć takiego przyjaciela i życzyłbym moim czytelnikom takich przyjaciół. Ilekroć będę wspominał o przyjaźni, tylekroć w mojej pamięci będzie ożywała ta niezwykła historia. Nie pytam, czy Kasia postąpiłaby tak samo wobec Lidii, bo jeśli ta przyjaźń była obopólna, nie trzeba się nawet domyślać odpowiedzi, ona jest oczywista, choć – jak na ironię – książka Kasi nosi tytuł „Nieoczywiste”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.