Zemsta nie ma zbyt wysokich notowań, zaliczana jest do tych uczuć, których się wstydzimy. A jednak większość przyznaje, że w pewnych okolicznościach jest uzasadniona. Ba, nawet Bóg potrafi być mściwy! Wtedy jednak postrzegamy to inaczej, jako czynienie zadość sprawiedliwości. Podobnie jest w przypadku sądów. Mścicielem krzywd jest państwo. A gdy chodzi o indywidualną zemstę? Hmm…tu już robi się problematycznie.  Aby to zilustrować, posłużę się przykładem z Czechowa. Ten wielki pisarz rosyjski ma bowiem w swoim dorobku opowiadanie „Mściciel”, które idealnie wpisuje się w temat niniejszych rozważań. Tytułowym mścicielem jest mąż, któremu żona przyprawiła rogi. Akcja rozgrywa się w sklepie z bronią, gdzie żądny krwi rogacz zamierza kupić rewolwer i pomścić hańbę. Asystuje mu sprzedawca, który wprawdzie nie wie, dlaczego klient chce nabyć pistolet, ale właściwie co mu do tego.

W pierwszym porywie emocji tytułowy mściciel chce zabić żonę, kochanka i siebie. Jeszcze niczego nie dokonał, lecz ‘oczami wyobraźni widzi już zbroczone krwią trupy, roztrzaskane czaszki, cieknący mózg, rwetes, tłum gapiów, przerażenie krewnych i świadków, a wreszcie agonię niewiernej żony…’. Ale to wszystko wydaje mu się niedostateczną karą za to, co uczyniła ta kobieta. Żeby bardziej cierpiała, postanawia zrobić coś dużo gorszego: zabić kochanka i siebie, a ją zostawić przy życiu! Mściwa wyobraźnia natychmiast podsuwa mu na myśl scenę z własnego pogrzebu: „on, znieważony mąż, leży w trumnie z łagodnym uśmiechem na ustach, a ona, blada, dręczona wyrzutami sumienia, idzie za trumną jak Niobe i nie wie, gdzie się skryć przed zabójczo pogardliwymi spojrzeniami wzburzonego tłumu…”. Tak, to byłaby znakomita zemsta!

W tymże samym momencie robi mu się smutno, że ‘umrze i nawet nie zobaczy mąk niewiernej żony. Zemsta jest słodka tylko wtedy, kiedy widzi się jej plony’. „A może zrobić by tak – zastanawia się – zabić kochanka, nasycić się bólem wiarołomnej żony, a dopiero potem zabić samego siebie?”. Ale wtedy żona – rozważa dalej – z właściwą sobie obłudą, zwali całą winę na niego i społeczeństwo usprawiedliwi jej postępek, a ludzie będą się tylko z niego śmiali. Właściwie z jakiej racji miałby siebie zabijać? Przecież to nie on zawinił. Lepiej będzie, jeśli zabije kochanka i po prostu pójdzie do więzienia. Na rozprawie ona będzie musiała występować w charakterze świadka. Przełknie niewyobrażalny wstyd i hańbę, gdy prokurator będzie jej zadawał pytania. Sympatia sądu, publiczności i prasy będzie po jego stronie. Tak, to jest dopiero doskonała zemsta!

I gdy akurat rozważa w myślach ów znakomity sposób na wyrażenie swoich uczuć, sprzedawca broni przytacza przykład jakiegoś oficera, który „strzelił do kochanka żony i kula przeszyła na wylot kochanka, następnie lampę z brązu, potem fortepian, a stamtąd, rykoszetem, zabiła pieska i kontuzjowała żonę”. Co jednak nadzwyczajne, sąd stanął po stronie kochanka. Dlaczego? „To całkiem zrozumiałe – wyjaśnia sprzedawca. – Wszyscy sędziowie, przysięgli, obrońcy, a nawet sam prokurator żyją z cudzymi żonami. Dla nich bezpieczniej, jak będzie o jednego męża mniej”.

Wobec takiej argumentacji, mściciel dochodzi do następującego wniosku: ‘nie ma sensu iść do więzienia za pierwszą lepszą świnię. Jeśli trafię do kryminału, ona będzie górą… Ostateczny plan jest zatem taki: ją zostawiam przy życiu, siebie nie zabijam, a jego… także nie zabijam. Trzeba wymyślić coś rozsądniejszego i bardziej dotkliwego. Zatruję im życie pogardą i wytoczę skandaliczny proces rozwodowy”.

No cóż, chciałoby się powiedzieć: jaki człowiek, taka zemsta! Ale nie będę się rozgadywał, bo każdy chyba wyczytał to, co chciał. Zamiast obszernego ble-ble, polecam Państwu pokrewną tematycznie historię pt. „In flagranti” ze zbioru opowiadań „Przypadki małżeńskie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.