***
Żona strzeliła klasycznego focha (mężom zdarza się to samo) i milczała już od kilku godzin — z urazą tak donośną, że aż mężowi dzwoniło w uszach.
Zamiast się tłumaczyć, prosić albo trzasnąć drzwiami i wyjść na piwo z kolegami, mąż przyniósł kartkę i długopis.
Podał je żonie i z poważną miną i powiedział:
– Skoro zaniemówiłaś, to może chociaż coś do mnie napiszesz, co?
Nie wytrzymała. Parsknęła śmiechem.
A wraz ze śmiechem — odzyskała mowę.
🔍⇄ Doskonały punkt odniesienia:
Sam byś na to nie wpadł s.73