PO CO NAM POECI?

W angielskim piśmie Evening Standard ukazał się w 1947 roku ciekawy artykuł poświęcony sensowi istnienia poetów i pisania poezji. Pozwolę sobie przytoczyć wybrane fragmenty — wydają mi się bowiem zaskakująco świeże, jakby napisano je dopiero co.

„Nie wybaczymy poecie tego, że żyje. Poezja nas męczy. Wolimy ludzi, którzy pomagają nam zapomnieć o naszych brakach” — pisze komentator kulturalny Evening Standard, Henry Adler, po czym zadaje pytanie: „Czy poeci zasługują na to, by istnieć? Czy istnieje jakiekolwiek ekonomiczne uzasadnienie ich bytu?”.

„Nie — odpowiada. — Nie mają żadnego. Możemy się obejść bez poezji znacznie łatwiej niż bez jaj czy papierosów. Wolno nam głodować duchowo, a skutków tego głodu nie odczujemy tak dotkliwie jak skutków głodu fizycznego. Będziemy jedynie bardziej nudni, bardziej głupi i mniej elokwentni. A to nie powinno nas niepokoić”.

„Dlaczego więc poeci piszą, a wydawcy drukują wiersze?”

„Poeci piszą, ponieważ chcą — ponieważ nie byliby szczęśliwi, gdyby robili cokolwiek innego. Cierpią na konieczność wyrażania swoich myśli i uczuć słowami”.

Skoro jednak poezja nie opłaca się wydawcom — albo opłaca się bardzo słabo — dlaczego w ogóle zawracają sobie nią głowę? Na to pytanie komentator Evening Standard odpowiada następująco:

„Ponieważ poezja dodaje wydawcom prestiżu. I to jest rzecz bardzo ciekawa. Poezja się nie opłaca, ale jest szanowana. Ta połowa świata, która zarabia pieniądze w sposób przyziemny, okazuje swoje uznanie ubogiemu artyście, kupując i czytając jego wiersze”.

MOJA REFLEKSJA: To prawda, poezja nie jest potrzebna do życia — ale może być potrzebna do bycia człowiekiem. Pomaga wierzyć, że nasze istnienie ma głębszy sens. Tu nie obowiązuje rachunek: opłaca się czy nie. Dlatego tak często pojawia się w momentach granicznych — w żałobie, miłości, starzeniu się, buncie. I w takich sytuacjach niczym innym nie można jej zastąpić.

Fade-in przy przewijaniu