Ktoś zainspirował mnie dzisiaj, zamieszczając na swoim profilu ciekawą refleksję na temat Balzaka. Przypomniało mi się, że ostatnio czytałem obszerny materiał o tym autorze, skreślony piórem znakomitego historyka literatury, Hipolita Taine. Ponieważ tekst pochodził z 1873 roku, pozwoliłem sobie nanieść na nim parę poprawek, które nie zmieniając jego sensu, ułatwiają jednak zrozumienie myśli. Zamieszczam go w odświeżonej formie. Mam nadzieję, że pozwoli on spojrzeć głębiej na dzieło i postać pana Honore de Balzac.

 

“Balzak był człowiekiem zaplątanym w interesy, a interesy te sprowadzały się do długów. Od dwudziestego pierwszego do dwudziestego piątego roku życia mieszkał na poddaszu, zajęty pisaniem tragedii i romansów, które sam uważał za „bardzo liche”. Odepchnięty przez rodzinę, otrzymując od niej niewiele pieniędzy i nie zarabiając wiele więcej, zagrożony był w każdej chwili przymusem pracy fizycznej, do której był niezdolny. Aby zdobyć niezależność, oddawał się spekulacji i kolejno stawał się wydawcą, drukarzem, a w końcu odlewaczem czcionek. Nic mu się nie udawało, często był bliski ruiny. Po czterech latach rozmaitych wysiłków, zlikwidował swe interesy i obciążony długami zaczął pisać romanse, by spłacić wierzycieli.

Stanowiło to dla niego ogromny ciężar i dźwigał go przez całe życie. Od 1827 do 1836 utrzymywał się tylko wydawaniem weksli, które lichwiarze eskontowali i wznawiali z wielkim trudem. Trzeba było ich czymś absorbować, łudzić i czarować. Ten wielki człowiek pośród swych nieszczęść, sam zmuszony bywał często odgrywać komedię ludzką, którą później napisał. W niczym mu się nie wiodło. Z uwagi na procenty jego dług stale się powiększał. Do końca życia żył w udręczeniu i w wiecznej obawie.

W roku 1848 powiedział do jednego ze znajomych, który zastał go w gustownie urządzonym domu: „Z tego co tu widzisz, nic do mnie nie należy; mam to mieszkanie od moich przyjaciół, jestem ich odźwiernym.” Będąc zawsze oblegany i dręczony, dokonał cudów pracy. W stawał o północy, pił kawę i pracował dwanaście godzin jednym ciągiem; po czym biegł do drukarni i zajmował się korektą swych dzieł, rozmyślając nad planami nowych.

Balzak założył dwie gazety, z których jedną prawie sam redagował. Kilka razy próbował szczęścia w pisaniu sztuk teatralnych. Pewnego razu udał się do Sardynii, aby przekonać się, czy fuzy min eksploatowanych przez Rzymian nie zawierają w sobie srebra. Innym razem wydawało mu się że odkrył materiał, z którego można wyrabiać nowy typ papieru, i rozpoczął nad nim próby. To również mu się nie udało!

Ciągle się męczył nad pytaniami: jakim sposobem spłacić wierzycieli i stać się bogatym? Wycieńczony kłopotami i nędzą marzył o wspaniałomyślnym bankierze, mecenasie literatury, który by do niego powiedział: „Czerp w mojej kasy, spłać długi i bądź wolny. Wierzę w twój talent, chcę wybawić wielkiego człowieka”. Unosił się, ufał swoim marzeniom i wśród nich widział siebie na rozległej widowni świata, w którym był akademikiem, deputowanym, ministrem.

Po chwili spadał na ziemię, biegł do swego biurka albo do kierownika drukarni i rąbał dzieła jak węglarz lub olbrzym. Czasami pośród rozmowy, nagle się zatrzymywał i zaczynał lżyć samego siebie: „Niegodziwcze, wyrodku, powinieneś przepisywać zamiast rozmawiać.” Po czym zaczynał obliczać pieniądze stracone przez czas zmarnowanych godzin — tyle to wierszy, po tyle za wiersz, tyle do dziennika, a tyle księgarzowi, tyle na druk, a tyle na przedruk; kwota w ten sposób powiększona stawała się ogromną.

Wszędzie widział pieniądze i zawsze pieniądze. Pieniądz był jego tyranem i prześladowcą przez całe życie. Widział siebie zdobyczą i niewolnikiem pieniędzy, a to z potrzeby, z poczucia honoru, poprzez fantazję i przez nadzieję; ten władca i kat zginał go nad robotą, więził, zdradzał natchnienie, prześladował śród odpoczynku, rozmyślań, marzeń, kierował jego oczami, panował nad ręką, kuł jego literaturę, ożywiał charaktery jego bohaterów i rozpostarł potok swych blasków na jego dzieła.

W ten sposób prześladowany i nauczany, pojął iż pieniądz jest wielką sprężyną życia społecznego. Obliczał majątek osób w swych dziełach, wyjaśniał jego pochodzenie, wzrost i użycie, układał bilanse i wprowadził zwyczaj budżetu do romansu. Opisywał spekulacje, oszczędności, kupna, sprzedaże, zawieranie kontraktów, przygody handlowe, wynalazki przemysłu. Malował adwokatów, świadków sądowych, bankierów; wszędzie wprowadzał kodeks cywilny i weksle. Poetyzował sprawy sądowe. Niczym bohater starożytny ustanawiał bitwy, lecz tylko takie, które rozgrywały się wokół spadku lub posagu. Zamiast żołnierzy stawiał przeciw sobie prawników, zamiast arsenału kodeks.

Miliony gromadziły się pod jego piórem. Widzimy fortuny wzrastające i pożerające inne, dochodzące do rozmiarów olbrzymich i rozlewające się w zbytkach i potędze. Czytelnikowi zdaje się, że ślizga się po złotej powierzchni. Stąd także pochodziła część jego sławy. Przedstawia nam nasze własne życie, prawi nam o interesach, które nami poruszają i zadość czyni dręczącym żądzom”.

Taki był ten prawdziwy Balzak!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.