PO CO NAM POECI?

W angielskim piśmie Evening Standard ukazał się w 1947 roku ciekawy artykuł poświęcony sensowi istnienia poetów i pisania poezji. Pozwolę sobie przytoczyć wybrane fragmenty — wydają mi się bowiem zaskakująco świeże, jakby napisano je dopiero co. „Nie wybaczymy poecie tego, że żyje. Poezja nas męczy. Wolimy ludzi, którzy pomagają nam zapomnieć o naszych brakach” — … Dowiedz się więcej

Krótki wpis, a tyle treści

Gdy zbierałem materiały do powieści o Daisy, trafiłem na króciutką wzmiankę prasową w Kurierze Poznańskim. Zainteresowała mnie z powodu jednego zwrotu: „Zwłoki zabrano do śmiertelnicy lazaretu miejskiego”. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się, że w 1907 roku kostnicę nazywano „śmiertelnicą”. Dziś to słowo jest już martwe, ale na przełomie XIX i XX wieku funkcjonowało jako … Dowiedz się więcej

Gdy książka zaczyna czytać ciebie

Wczoraj przeglądałem fragmenty „Cichego Donu” Szołochowa (jeśli to rzeczywiście jego dzieło). Moją uwagę zatrzymał krótki obraz głębokiego kobiecego uczucia: „Aksinia ujrzała na piasku ślad pozostawiony przez ostry czubek buta Griszki. Obejrzała się ukradkiem — nie było nikogo (…). Przykucnęła, przykryła ślad dłonią. Potem zarzuciła na ramiona nosidła i z uśmiechem, nie oskarżając się zanadto o … Dowiedz się więcej

Na pchlim targu opowieści

Musze przyznać, że cały czas intryguje mnie forma krótkiej opowieści. Wprawdzie napisałem już książkę składającą się z opowiadań, jednakże wciąż czuję niedosyt. „Scenki z życia we dwoje” – bo o nich mówię – powstawały na przestrzeni kilku lat i reprezentują różne okresy z mojej twórczości. We wrześniu przysiadłem się do nich na nowo i przeredagowałem … Dowiedz się więcej

Historia konia, który wspiął się na drzewo

Pewnie trudno wam w to uwierzyć, ale to ja jestem koniem ze zdjęcia, które swego czasu obiegło Amerykę. Nie, to nie był fotomontaż ani żaden cyrkowy trik. Naprawdę tkwiłem na drzewie — choć nie wspinałem się tam gałąź po gałęzi. Wiem, że koń na drzewie to coś, co nie mieści się w głowie, ale kiedy … Dowiedz się więcej

Jak Oscar Wilde ukradł mi pointę

Nie ma nic nowego pod słońcem. Człowiek łudzi się, że wymyślił coś odkrywczego – a tu guzik! Nagle okazuje się, że Fenicjanie wpadli na to już pięć tysięcy lat temu, przy okazji wynalezienia pieniędzy i fioletowej farby.

No to przykład. Czytałem dziś Oscara Wilde’a – tego od złośliwych bon motów na Facebooka, zanim jeszcze ktokolwiek pomyślał o Facebooku. W jednym akapicie facet obśmiał dosłownie pół świata:

„Mężczyzna jest młody – napisał – dopóty, dopóki kobieta może go uszczęśliwić lub unieszczęśliwić. Osiąga wiek dojrzały, gdy kobieta może go tylko uszczęśliwić, ale już nie może go unieszczęśliwić. Wreszcie zaczyna się starzeć w momencie, gdy kobieta nie może go już ani uszczęśliwić, ani unieszczęśliwić.”

No i proszę. A ja tu z gracją młodego jelenia w klapkach wyskoczyłem w „Scenkach z życia we dwoje” z następującym tekstem:

Dowiedz się więcej

Fade-in przy przewijaniu