Nie wiem, czy ktoś słyszał o cmentarzu dla artystów. Otóż istnieje taki cmentarz. Wybrałem się tam dzisiaj, mimo rządowego zakazu. Może wyjaśnię, że nekropolia ta podzielona jest na sektory dla twórców z poszczególnych dziedzin sztuki: muzyków, rzeźbiarzy i malarzy, poetów i pisarzy. Ze zrozumiałych względów wybrałem ten ostatni. Moim zamiarem było odwiedzenie tych najstarszych, najbardziej zapomnianych grobów. Chciałem zapalić przy nich znicz i uczcić chwilą zadumy tych, którzy od stuleci spoczywają w wiecznej ciszy.

Zatrzymałem się przy dwóch grobach. Na pierwszym z nich wyryta była data 5 kwietnia 1605 rok i nazwisko John Stow. John Stow był nie tylko angielskim pisarzem, ale także historykiem i antykwariuszem, który niemal całe swoje życie poświęcił na zbieranie dokumentów do Roczników historii Anglii. Przemierzał on kraj wzdłuż i wszerz jedynie o własnych nogach, narażony na rozliczne niedogodności: upał, mróz, słotę. Ale dopiął celu – Anglia zyskała wyjątkowo cenne dzieło. Na uwagę zasługuje w związku z tym fakt, w jaki sposób nagrodził go król Jakub I. Dokument królewski wymieniał następującą zapłatę:

„Z uwagi na to, że nasz ulubiony przyjaciel przez czterdzieści pięć lat pracował nad zgromadzeniem potrzebnego materiału do kronik angielskich i przez osiem lat trudził się nad napisaniem historii Londynu i Westminsteru – czyli całe swe życie spędził w służbie ojczyzny – za jego ciężką pracę łaskawie mu pozwalamy, by mógł od naszych poddanych zbierać na swe osobiste potrzeby jałmużnę. Pozwolenie jest ważne przez okres jednego roku”.

 

Drugi grób, przy którym się zatrzymałem był o 25 lat starszy. Na płycie nagrobnej widniała data 10 czerwca 1580 rok. Od tego dnia spoczywał w nim sławny na świecie portugalski poeta, Ludwik Kamoens – odpowiednik naszego Jana Kochanowskiego. Będąc młodzieńcem, walczył dzielnie przeciw Maurom. Zdobywając mauretański okręt, został ugodzony strzałą w oko. Udało mu się jednak przeżyć. Wyjechał potem  do Indii. I mimo że widział tylko na jedno oko, potrafił zauważyć, jak okrutnie Portugalczycy obchodzą się z miejscową ludnością. Sprzeciwił się temu i aresztowano go, a następnie karnie zesłano do Chin.

Okręt, którym płynął, wpadł w czasie burzy na skały i rozbił się. Wtedy Kamoens uciekł. Po szesnastu latach tułaczki wrócił bez grosza do Lizbony. Aby przeżyć, żebrał na ulicy. Pewien bogacz odszukał Kamoensa w jego skromnej izdebce i zażyczył sobie, by poeta napisał mu kilka wierszy. Artysta poprosił o trochę pieniędzy na opał, bo dzień był wyjątkowo zimny, ale bogacz nie dał mu ani grosza. Chciał wiersze za darmo. Kamoensa przeniesiono do przytułku dla bezdomnych i tam umarł. Na jego grobie położono kamień z napisem: „Tu leży Ludwik Kamoens – książę poetów. Żył i umarł w nędzy w 1580 r.”

Kamień ten był świadectwem wobec potomnych, że naród nie zadbał o swego największego poetę. Wielu z tych, którzy czytali te słowa, czuło się zawstydzonych. Usunięto więc płytę nagrobną, a na jej miejsce położono drugą, sławiący jego talent i dzieła, lecz bez wzmianki o nędzy. Ten drugi kamień przemilczał prawdę, by nie ranić dumy Portugalczyków. Wydaje mi się jednak, że byłoby stokroć lepiej, gdyby pozostawiono pierwszy nagrobek. Ilekroć bowiem ludzie czytaliby tamten napis, myśleliby: „Ten wielki poeta żył i umarł w nędzy. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby ponownie nie zdarzyło się coś tak okropnego”.

Zostawiam Państwa z osobistymi refleksjami na temat, który tu podjąłem, dziękując jednocześnie, że wybraliście się ze mną na te dwa groby, mimo rządowego zakazu okazywania szacunku zmarłym…

2 komentarze

  1. Przegrani za życia, doceniani po śmierci. Wielu poetów, pisarzy życie toczyli w nędzy, schorowani. Życie wielu z nich jest nie doceniane, lub traktowane jako porażka. Dopiero z perspektywy czasu nabiera ono znaczenia. Kiedyś czytałam o Cyprianie Kamilu Norwidzie, człowieku orkiestrze, całe swoje życie borykał się z problemami finansowymi,chorobami, niedoceniany wśród współczesnych, ostro krytykowany. Za życia wydał tylko cząstkę swoich dzieł. Wyprzedził swoją epokę i został doceniony dopiero w XX wieku.
    A dlaczego o nim wspomniałam? Moi synowie są nazwani jego imionami. Cyprian i Kamil🙂

    Katarzyna R.
    1. Wow! To ci panie dopiero docenianie! Norwid byłby dumny z takiego wyróżnienia!
      Ale pewnie cieszyłby się jeszcze bardziej, gdyby mógł godnie żyć z pracy, którą wykonywał dla narodu.

      Myślę, przez te czterysta lat niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o dolę artystów. Aby żyć ze sztuki, trzeba się nisko pochylić i tworzyć to, co jest zgodne z polityka medialnych klik. Niezależność i samodzielne myślenie jest bardzo niemile widziane. Nie wiem, czy kiedykolwiek to się zmieni…

      ZBYSZEKN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.