Kiedyś myślałem, że słowo takt ma swoje źródło w muzyce. Ktoś może, dla przykładu, grać nie do taktu albo zgubić takt i nadepnąć  na nogę koleżance w tańcu, i stąd bierze się nietakt. Tak sobie to koncypowałem. No więc chciałbym teraz powiedzieć, że z nietaktem  jednak jest nie tak! Swego czasu trafiłem gdzieś i skrupulatnie wynotowałem, że polskie słowo „takt” pochodzi od łacińskiego wyrazu tactus czyli „dotyk”. Ma to zatem związek z czymś zupełnie innym – z wrażliwymi opuszkami palców, które dają możliwość upewnić się, czy coś jest miękkie – twarde, zimne – gorące itd. Wyobraźnia podpowiada mi, że takie dłonie nie podrażniają, nie sprawiają bólu, i o to mniej więcej chodzi w przejawianiu taktu.

Podziwiam ludzi, którzy potrafią być taktowni niezależnie od okoliczności. Chciałbym być taki, jak oni, po prostu zazdroszczę im. Dlatego też, jeśli zdarza mi się sytuacja, w której mam okazję widzieć lub czytać o takcie, skrzętnie to notuję. Jeden z takich przykładów zamieściłem w swojej książce „Sugestie słowa”. W zasadzie jest to fragment listu. Nie wiem, co zaszło miedzy nadawcą a adresatem, ale wydaje mi się, że to musiała być jakaś grubsza sprawa, bo treść – mimo że taktowna – jest wyjątkowo dosadna. Przeczytajmy zatem:

„Panie, moja sekretarka, jako osoba dobrze wychowana, nie może napisać tego, co o panu myślę, ja będąc dżentelmenem w ogóle nie mogę tego pomyśleć, ale ponieważ pan nim nie jest, zorientuje się pan, co powinien pan o sobie myśleć”.

Moim zdaniem wirtuozeria! Nie potrafiłbym zbudować nawet takiej konstrukcji myślowej! Gdyby trafiła mi się podobna sytuacja, nie siliłbym się nawet na twórczość – po prostu przepisałbym tekst i wysłał. Na taki list nie sposób odpowiedzieć ordynarnie, a dosadnie powiedziano w nim, co trzeba.

 

Drugi przykład, jaki chciałbym przytoczyć, ma związek z pewnym restauratorem. Jeden z jego gości zjadł obiad i właśnie zamierzał opuścić lokal bez płacenia za posiłek. Właściciel zagadnął go, mówiąc:

– Gdyby pan zgubił portfel, to proszę pamiętać, że w tej restauracji nie wyciągał pan go w ogóle.

Klient natychmiast przypomniał sobie o uregulowaniu rachunku, i zrobił to z napiwkiem. Poczucie humoru właściciela knajpki tak go rozbawiło, że stał się wieloletnim bywalcem tej restauracji. Ale to nie humor, a takt był w tym przypadku najważniejszy. Być może tego dnia ów mężczyzna był wyjątkowo roztargniony i gdyby potraktowano go inaczej, mógłby się poczuć dotknięty i nigdy tam nie wrócić. Tak sobie myślę o sobie… Ha, ha!

 

Trzeci przykład dotyczy pisarza, bardzo roztargnionego pisarza, pokrewnej mi duszy. Otóż razu pewnego odwiedziła go wybitna osobistość, mniejsza o to kto, ale ktoś ważny, na kim mu zależało. Dobry obyczaj nakazywał wówczas, aby odprowadzić gościa po schodach do bramy. Ale pisarz o tym zapomniał. Zreflektował się dopiero, gdy zobaczył go przez okno. Otworzył szybko okiennice i zawołał na niego z góry:

– Halo, proszę pana, niech pan wróci na jedną chwileczkę.

Zdziwiło to mężczyznę, ale uczynił tak, jak go poproszono – wgramolił się na trzecie piętro i zdyszany zapytał:

– Co się stało?

– Widzi pan – odparł uradowany pisarz. – Powinienem odprowadzić pana po schodach do bramy i chciałbym naprawić ten nietakt.

No cóż, taktowny człowiek. Ale gdyby mnie potraktował takim taktem, mogłoby mi wzburzyć krew i zmącić spokój myślenia. A niespokojny człowiek, wiadomo, robi się nieprzewidywalny. Stąd nauka taka, że i do taktu podchodzić trzeba z taktem.

 

 

4 komentarze

  1. nie myślałeś żeby wydać MAŁE ROZPRAWY O WIELKICH SPRAWACH ?

    czytałam Twoje “sugestie” ale moim zdaniem te są lepsze. chętnie kupię w wersji papierowej 🙂 🙂 🙂

    czytałam już wszystko i mam nadzieję na wiecej 🙂 🙂 🙂

    Sylwia
    1. Myślałem. Ale biorąc pod uwagę, jaki natłok myśli mam w głowie, nie wiem, kiedy ta myśl pojawi się po raz kolejny. Nie mam pojęcia nawet, czy ustawiła się drugi raz w kolejce do rozpatrzenia. Ale może jeśli będziesz mi przypominać, któregoś dnia wywołam ją z szeregu i poproszę, aby zgodziła się prowadzić żywot na półce z innymi “półkownikami” – oczywiście pod warunkiem, że będziesz ją systematycznie odwkurzać! Tymczasem oferuje Ci lekturę w wersji bezpłatnej. Możesz się wywdzięczyć rekomendacją wśród znajomych.

      ZBYSZEKN
  2. Jesteśmy uczeni od dzieciństwa, aby mówić co się myśli, choćby była to najgorsza prawda. Ale w gruncie rzeczy takt jest jak najbardziej wskazany, to umiejętność ładnego kłamania i empatii. Jedynie dzieci są pozbawione taktu, ale to z braku doświadczenia. Chociażby z baśni “Nowe szaty cesarza”, wszyscy mieli na tyle taktu aby nie urazić cesarza a jedynie mały berbeć, tak naturalny, w swobodny sposób powiedział o tym głośno. No cóż dzieci, są wyjątkiem bardzo wyjątkowym, a ich nietakty są zabawne. Gorzej jakby dorosły wstrącił swoich pięć groszy, zostałby zlinczowany.
    Więc po głębszym namyśle stwierdziłam, że grubym nietaktem byłoby nie skomentowanie tych przemyśleń, bo jednak autor napocił się pisząc to.
    Ups, chyba popełniłam gafę🙊

    Katarzyna R.
    1. Bohaterzy obu tych przypadków powiedzieli prawdę, ale zrobili to bez uciekania się do grubiaństwa. Do kłamstwa nie jest potrzebny takt. On jest potrzebny wtedy, kiedy musisz powiedzieć bolesną prawdę. Takt to właściwy środek wyrazu prawdy, bezpieczne opakowanie. Szczerość bez taktu jest po prostu groźna. Posiada właściwości wybuchowe. Niektórzy uważają ją za chamstwo. A wiadomo, jak ludzie reagują na chamstwo. Tak więc mówienie prawdy jest ok, chodzi o to jak tę prawdę się wyrazi. Przynajmniej tak mi się wydaje, choć biorę pod uwagę, że mogę się mylić 🙂

      ZBYSZEKN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.