Czytelnicy, a zwłaszcza czytelniczki zagadują mnie nieraz o ten komplement. Są tacy, którzy nie dowierzają, że napisałem go dla zupełnie nieznajomej kobiety. Ten i ów snuje przypuszczenia, że pochodzi z literatury, co nie jest dalekie od prawdy, ale tylko w tym znaczeniu, że trafił do książki, a nie odwrotnie. Zanim to jednak nastąpiło, wydarzyło się coś, o czym długo jeszcze chyba będę pamiętał. I o tym właśnie chciałbym napisać.

Brałem wówczas udział w jakiejś imprezie kulturalnej o charakterze plenerowym. Stałem akurat przy stoisku ze swymi książkami, gdy podeszła do mnie para, nie więcej niż czterdziestolatków. Ona może nawet nie miała tylu – na oko trzydzieści pięć, a może jeszcze mniej. W każdym razie była onieśmielająco piękna i to było pierwsze, co zauważyłem. Wzięła do ręki Grzech przemilczenia i zwróciła się do mnie tymi słowy:

– Kupię od pana tę książkę, niezależnie od tego, o czym ona jest, ale pod jednym warunkiem…

Naturalnie byłem ciekawy, jaki to warunek i szybko zapytałem o szczegóły. Na co kobieta odparła:

– Pod warunkiem, iż napisze mi pan taki komplement, żeby moje koleżanki pękały z zazdrości. No więc?… – dodała prowokacyjnie.

Odruchowo spojrzałem na jej partnera, który wydawał się niewiele przejmować tematem naszej konwersacji. Dopiero w tym momencie zauważyłem, że ma prawie dwa metry wysokości i zbudowany jest jak nosorożec. Na wszelki wypadek upewniłem się, czy nie wynikną z tego jakieś kłopoty.

Spytałem ją patrząc na niego:

– A co na to pani mąż?…

Mężczyzna wzruszył niedbale ramionami i odrzekł:

– A pisz pan, co pan chcesz…

Pomyślałem w duchu: „O, nie wiesz człowieku, czym ryzykujesz!”. Spojrzałem jeszcze raz w jej zjawiskowe oczy, wyciągnąłem swoje pióro i… wzniosłem się na wyżyny. W chwile później kobieta wzięła do ręki książkę, przeczytała moje słowa i bez wahania sięgnęła do torebki po pieniądze. Gdy odchodzili, odwróciła się jeszcze, uśmiechając się zalotnie. Jestem pewien, że ten uśmiech znaczył: „Żałuję, że nie jestem sama…”.

Niestety, mnie też szybko przyszło pożałować. Ale nie tego, czego żałowała piękna nieznajoma. Pożałowałem słów, które dla niej napisałem. Z chwilą, gdy mężczyzna przeczytał moją dedykację, zrobił się czerwony jak burak. Wyrwał jej książkę z ręki i ruszył w moją stronę bojowym krokiem. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to wyrywać stamtąd jak najdalej. I zrobiłbym to w mgnieniu oka, gdyby nie to, że było mi wstyd przed piękną kobietą. Musiałem więc stawić czoła rozjuszonemu nosorożcowi, który na moje szczęście ograniczył się tylko do gróźb słownych. Oświadczył mi, że gdyby sam nie wyraził zgody na tę dedykację, skończyłoby się to dla mnie nieciekawie. I niech mnie diabli porwą, jeśli nie wierzyłem w każde jego słowo!

A ludziom się wydaje, że pisarz to taki spokojny zawód…

Komplement był rzeczywiście niezwykły. Aż nie wierzyłem, że potrafię coś takiego napisać. Niedługo potem wprowadziłem go do książki. A teraz moja propozycję dla czytelników Grzechu przemilczenia. Pierwsza osoba, która odgadnie, o jaki komplement mi chodzi, otrzyma w prezencie pierwszy tom innej książki, Sugestie słowa.

* * *

Propozycja jest już nieaktualna! Pani Ania Wyrozębska z Kętrzyna, wskazała bezbłędnie na te słowa. Brzmią one tak:

“Gdybym był czarodziejem, zamieniłbym twoje usta w krwistoczerwoną różę i pieściłbym się jej płatkami od rana do wieczora”.

Do tej pory się zastanawiam, jak to się stało, że mi jednak nie wlał…

4 komentarze

  1. Piękny komplement. Mogłabym długo upajać się tymi słowami, tak namiętnie brzmią… Niemalże czuję jego zapach i smak… Ehh, że tylko pisarze tak potrafą mówić i pisać..

    Katarzyna R.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.