OBRAZ: Zdzisław Beksiński

W jednym ze swoich opowiadań Erkskine Caldwell snuje niezwykłą historię kobiety o imieniu Julia. Julia miała trzydzieści pięć lat i ani przez chwilę nie była ładna. Minęła jej młodość, dojrzałość i wciąż nie można w niej było dopatrzeć się choćby śladu urody. Im była starsza, tym bardziej robiła się brzydka. Piersi miała płaskie i obwisłe. Ciało, włosy, twarz – wszystko miała szpetne. Mężczyźni nie potrafili się w niej dopatrzeć niczego poza odrażającą imitacją kobiety. Nawet jej mąż, Joe, nie widział w niej nikogo poza „swoją starą”.

A teraz Julia nie żyła.

Śmierć nie była dla niej czymś najgorszym, była zadośćuczynieniem. Zadośćuczynieniem za to, że przez całe życie nie zaznała szczęścia. Musiała opiekować się jedenaściorgiem dzieci, czternastoma krowami, ośmioma cuchnącymi świniami i stadem kur. Znała tylko pracę, pracę i pracę, od czwartej rano do dziesiątej wieczorem. Nie potrafiła znalezć dla siebie nawet tyle czasu, żeby się porządnie wykąpać. Nigdy nie miała na sobie jedwabiu, pudru na nosie ani nawet brudu usuniętego spod paznokci.

A teraz Julia umarła.

Zjawił się przedsiębiorca pogrzebowy i zabrał jej ciało. Następnego ranka przywiózł to ciało z powrotem, przygotowane do pogrzebu. Ale Julia wyglądała, jak nie ona. Nikt z rodziny nie potrafił uwierzyć, że to ta sama osoba – nawet jej mąż. Dopiero gdy odszukał starą fotografię, którą żona dała mu kilka tygodni przed ślubem, dopiero wtedy ją rozpoznał. Wyglądała znowu jak młoda dziewczyna. Była wykąpana, włosy miała umyte szamponem. Ręce białe, paznokcie czyste, a twarz gładką i pełną (wata w ustach wyrównała zapadnięte policzki). Julia miała na sobie jedwabną koszulę i pończochy oraz suknię w kolorze wody morskiej.

Była tak piękna, że jej mąż nie potrafił oderwać od niej oczu. Cały dzień spędził przed jej trumną, płacząc i wielbiąc tę piękność. Nie chciał, aby ją pochowano owego dnia. Poprosił przedsiębiorcę pogrzebowego, aby odłożono pogrzeb do następnego popołudnia, ale ten nie chciał o tym słyszeć. Nie rozumiał jej męża, w ogóle niczego nie rozumiał. Jego piękną Julię po prostu zakopano do ziemi. Joe rozpaczał z tego powodu o wiele bardziej niż z powodu jej śmierci.

Dzieci Julii nie były pewne, co się naprawdę stało z ich matką. Dopiero po kilku latach uwierzyły, że zwłoki, które przywiózł przedsiębiorca pogrzebowy to rzeczywiście ich matka.

– Ta pani w trumnie to była piękna pani – mawiały do ojca.

Wtedy on podchodził do komody, wyciągał z szuflady fotografię, i pokazywał im, mówiąc:

– Tak… Julia, wasza matka, była naprawdę piękną kobietą…

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.