Dzisiaj będzie historia z czasów, gdy ludzie jeździli dyliżansami. Pewien młody, pełen życia mężczyzna, jechał ze Strasburga do Drezna, gdzie dostał nominację na sekretarza ambasady. Nie uśmiechało mu się kilkadziesiąt godzin, które zmuszony był spędzić w dyliżansie – zwłaszcza, że nie wiedział, kto będzie towarzyszem podróży, ale postanowił, że jakoś przetrwa.

Z przyjemnym zdziwieniem odkrył więc, że za towarzyszki podróży będzie miał dwie damy – matkę z córką. Jedna wprawdzie była mocno już przekwitłą pięknością, druga za to, jej córka, jaśniała świeżym wdziękiem wiosny. Piękna owalna twarz, oczy jak niezapominajki, a usta stworzone do całowania. Istne malowanie! Niczego ciekawszego na długą podróż nie można było sobie wymarzyć!

Niestety, podeszła wiekiem matrona, usadowiła córkę w kąciku i sama zajęła miejsce między nią a niebezpiecznym sąsiadem. Próby rozpoczęcia rozmowy spełzały na niczym, gdyż obie panie nie rozumiały ani po francusku, ani po niemiecku – prawdopodobnie Polki albo Rosjanki. Nadmienić trzeba, że niemczyzna sekretarza była istotnie trudna do zrozumienia, co dodatkowo jeszcze nie ułatwiało rozmowy.

Młodzieniec jednak robił, co mógł, żeby przyciągnąć uwagę dziewczyny. Gdy tylko mama odwracała głowę, kierował pełne uwielbienia spojrzenia na śliczną Gretchen, której oczy spoglądały na niego tak słodko i tkliwie, że serce robiło mu się niczym plastelina. Zachęcony powodzeniem, podawał paniom rękę przy wysiadaniu, pomagał wsiadać i oddawał cały szereg różnych drobnych usług, które wszakże nie udobruchały wcale sztywnej matrony. Córka za to patrzyła na niego coraz to tkliwiej.

Na pewnym odcinku drogi dyliżans podjeżdżał pod stromą górę i podróżni zmuszeni byli wysiąść. Szli brzegiem strumienia. Sekretarz zauważył niezapominajki rosnące nad wodą i postanowił za pośrednictwem tych symbolicznych kwiatów porozumieć się z modrooką dziewczyną. Mama w tym czasie zajęta była rozmową z woźnicą. Korzystając ze sposobności, młodzieniec ofiarował ślicznej blondynce bukiecik niezapominajek. Gretchen zarumieniła się, ale przyjęła kwiaty i schowała je do aksamitnego woreczka.

Nadzieja wstąpiła w serce sekretarza; trudno było wątpić w przychylność panny. Noc przerwała dumania zakochanego, ale zaledwie pierwszy brzask poranka rozpromienił niebo, młodzieniec zwrócił rozmarzone spojrzenie w stronę swego ideału. Mama chrapała w najlepsze, ale Gretchen obudziła się właśnie i, wyjąwszy jakiś przedmiot z aksamitnego woreczka, podniosła go do ust.

Cóż to mogło być? Nic, tylko wczorajszy prezent sekretarza, niezapominajki, na których urocze dziewczę złożyło pocałunek, wyraźnie dając mu do zrozumienia, jakie uczucia w niej wzbudza. Młodzieniec w uniesieniu byłby padł jej do nóg, ale w tejże samej chwili mama się obudziła i spojrzała na niego z pod oka. Zmieszana Gretchen czym prędzej ukryła swój skarb w woreczku.

Serce młodego dyplomaty zaczęło płonąć coraz większą namiętnością. Kilka florenów ofiarowanych woźnicy zjednało mu sprzymierzeńca, który potrafił skłonić matronę do zamiany miejsc w przedziale. Młodzieniec miał siedzieć obok swego bóstwa. Korzystając z tego, że pojazd zatrzymał się na popas koni, pobiegł do dyliżansu, żeby przenieść swoje bagaże; wtem na ławce zobaczył aksamitny woreczek Gretchen. Chcąc się upewnić, że to istotnie jego niezapominajki otrzymały pocałunek uroczego dziewczęcia, otworzył woreczek i w wyjął z niego… dwie kiełbaski, na których widniał jeszcze ślad perłowych ząbków modrookiej piękności.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.