To wydarzyło się dawno temu w…

Młody parobek, Jonas Petter, pomagał sąsiadowi przy sianokosach. Gospodarz miał dwie córki – osiemnastoletnią i dwudziestoletnią – które grabiły za nimi siano. Po południu rozszalała się burza z piorunami, spadł ulewny deszcz i wszyscy musieli się schronić w pobliskiej szopie. Gospodarz zmęczony pracą legł na sianie i po chwili zasnął. Młodzi natomiast leżeli obok siebie, rozmawiali i żartowali. Wtedy dwudziestolatka przysunęła się trochę do Jonasa, więc on, będąc dobrze wychowany, przysunął się do niej. Ona znowu przesunęła się trochę, więc on także. I tak przesuwali się do momentu, w którym dzieliło ich tylko ubranie, nic więcej. Młodsza siostra w tym czasie zasnęła i nawet trochę chrapała.

Wówczas Jonas Petters zaczął obmacywać tę, która nie spała, żeby ją czymś trochę zabawić. Wcale mu w tym nie przeszkadzała. A że nie miał zwyczaju zwlekać i bez potrzeby odkładać na później rzeczy niecierpiące zwłoki, toteż zrobił od razu, co miał zrobić. Wtedy ona straciła coś, co dziewczyna traci tylko raz i już więcej nie odzyskuje. Potem Jonas zasnął. Gdy się obudził, nie leżała już koło niego dwudziestolatka, lecz osiemnastolatka. Mrużąc chytrze oko, powiedziała mu, że ojciec strasznie by się rozgniewał, gdyby się dowiedział, że w czasie, kiedy on spał jego córce coś odebrano. Jonas od razu pojął, że istnieje tylko jeden sposób naprawienia krzywdy i oszczędzenia staremu ojcu zbyt silnych wzruszeń. Kiedy chłop spał sobie dalej, jego młodsza córka traciła to samo, co wcześniej starsza.  

Po wszystkim zadowolona dziewczyna pobiegła do siostry, żeby się pochwalić, a Jonas nie musząc się już bać gniewu gospodarza, postanowił go obudzić. Lecz w tym momencie do szopy weszła żona chłopa, niosąc im posiłek. Nie miała jeszcze czterdziestki, ciało miękkie i gładkie. Była dużo młodsza od swego ślubnego. Gdy spostrzegła, że mąż śpi, zabroniła go budzić, żeby porządnie odpoczął. Jonasowi natomiast powiedziała:

– My, kobiety, nie jesteśmy w deszczową porę takie senne, jak mężczyźni.

Ale nie myślcie sobie, że matka utraciła to samo, co jej córki. O nie! Nie można przecież stracić czegoś, czego się nie ma. Gdy mąż smacznie chrapał, ona zyskiwała dla niego wspaniałe trofeum. Zapewniała potem Jonasa, że jej mąż po raz pierwszy został tak hojnie przyozdobiony porożem. Ale chłopak nie uwierzył, gdyż przekonywała go tak żywo i tak solennie, jak ludzie zwykli czynić, kiedy kłamią. W chwilę potem obudziła męża i poszli wszyscy pracować na łąkę aż do zachodu słońca. Na koniec chłop podziękował parobkowi za dobrą robotę, a żona z córkami jeszcze bardziej!

To wydarzyło się dawno temu w… Szwecji. Drobnym druczkiem na czterech stronach opisał je Vilhelm Moberg, a napocił się, żeby upchać w cztery akapity autor, którego Przypadki małżeńskie – mam nadzieję – sprawiły Wam nie mniejszą radość niż to opowiadanie…

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.