Co bardziej niecierpliwi z Was zaczynają dopytywać, kiedy wreszcie na Witrynie Autorskiej zamieszczę jakiś nowy tekst. Pragnę w związku z tym wyjaśnić, że w moim przypadku wygląda to tak, że jeśli nic nie piszę, to znaczy, że bardzo dużo piszę. Praca nad książką zajmuje mi tyle czasu, iż nie mam kiedy skreślić choćby paru słów na stronie internetowej. Proza to w rzeczywistości wyjątkowo wymagająca dziedzina literatury. Na swoje usprawiedliwienie odwołam się do miniaturki literackiej Janusza Osęki pt. „Opowiadanie o moralności”.

Historia ta pokazuje, iż praca nad tekstem to bezustanne poprawianie i przeredagowywanie. To, co czytelnik pochłania w ciągu paru godzin, pisarzowi zajmuje ich tysiące. Nie chodzi przy tym tylko o indywidualną pracę nad tekstem, ale również pracę z redaktorem, który potrafi zanegować całe mozolnie tkane fragmenty książki. Wówczas nie ma wyjścia, jak siadać i pisać wszystko od nowa. Zresztą, co będę się rozgadywał na temat, skoro opowiastka, którą przytaczam poniżej mówi to o wiele lepiej. Utwór pochodzi z lat pięćdziesiątych XX wieku, ale niewiele stracił na swojej aktualności…

 

„Pewna redakcja zamówiła u mnie opowiadanie o moralności osnute na tle nieuchronnych stosunków miedzy mężczyzną a kobietą. Po napisaniu utworu, w celu uniknięcia różnych kłopotów, postanowiłem skrupulatnie obliczyć wszystkie występujące w nim negatywy i pozytywy, bacząc, aby ilość tych ostatnich budziła zadowolenie.

Do negatywów zaliczyłem:

dyrektora zmuszającego swą sekretarkę w godzinach ponad liczbowych do świadczeń nie objętych umową zbiorową,

dwa rozwiązłe wieczorki młodzieżowe, urozmaicone grą w tak zwanego „łachmaniarza”, która polega na pozbawianiu osobników płci odmiennej podstawowych części garderoby,

jeden trójkąt małżeński i jeden wielobok,

dwa nieświadome macierzyństwa,

wypadek uporczywej odmowy płacenia alimentów pod pozorem odmiennych przekonań politycznych,

typ młodzieńca trudniącego się tak zwanym motaniem babek czyli podrywaniem towarku, co oznacza zawieranie przelotnych znajomości z kobietami bez celu matrymonialnego,

cyniczny romans z żoną przyjaciela pod płaszczykiem robienia wspólnych wynalazków,

lekkomyślny flirt w pomieszczeniu fabrycznym w warunkach urągających bezpieczeństwu i higienie pracy,

oraz jeden wypadek wyłudzania pieniędzy na wódkę od małoletnich dzieci.

 

Przytoczonej powyżej ohydzie przeciwstawiłem następujące momenty o wymowie monumentalnej:

zrównoważonego zetempowca, kochającego tę samą kobietę od trzydziestu lat,

dwa wzorcowe świadome macierzyństwa,

dyrektora płacącego bez szemrania alimenty wszystkim swoim sekretarkom,

chuligana, który pod wpływem kampanii prasowej na temat niektórych chorób ustąpił w tramwaju miejsce kobiecie bez wyciągania z tego zwykłych korzyści erotycznych,

oraz oparty na głębokim uczuciu romans z żoną, za wiedzą jej męża.

 

Mimo tych optymistycznych akcentów ciemne plamy w moim opowiadaniu przeważyły. Zmuszony byłem dokonać poprawek: usunąłem jedno nieświadome macierzyństwo uświadamiając naprędce drugie, zwyrodnialca, wyłudzającego pieniądze na wódkę uczyniłem w dowód zaufania kasjerem bankowym, natomiast cyniczny romans z żoną przyjaciela przerobiłem na niewinne igraszki z żoną wroga klasowego.

Spreparowany w ten sposób utwór zaniosłem do redakcji spokojny o wynik. Nie przypuszczałem, że zgubi mnie rzecz, na którą w ogóle nie zwróciłem uwagi, a mianowicie dodane dla ozdoby ostatnie zdanie opowiadania:

„I wpił się spragnionymi wargami w jej alabastrowe czoło…”.

– Wpił się? W czoło? – powiedział redaktor wzruszając ramionami. – Przydałaby się panu lepsza znajomość terenu.

 

 

 

Jeden komentarz

  1. Niecierpliwa czytelniczka jest bardzo wdzięczna za skreślenie chociażby parę słów na stronie Autorskiej. Domyślam się, że proces pisania książki to trudna i żmudna praca, a o pomyłkę nietrudno. Potem wychodzą cuda na kiju. 🙂
    Jednakże przerwa w pracy jest wskazana aby odświeżyć umysł.

    Katarzyna R.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.