(Bajka)

Przed wielu, wielu, laty żył król, który miał prześliczną córkę. (Jest rzeczą godną zastanowienia, że przed wielu laty królowie mieli zawsze piękne córki). Imię prześlicznej królewny, o której tu mowa, było: księżniczka Karamel.

Ojciec ubóstwiał ją i miał o niej jak najlepsze mniemanie. Jakkolwiek możliwe jest też ubóstwiać kogoś, nie mając o nim w ogóle mniemania. Lecz król nasz, jak się rzekło, miał mniemanie. Uważał księżniczkę Karamel za najdoskonalszą istotę. Rozmyślał nad tym, jak znaleźć młodzieńca, który byłby godny zostać jej mężem.

Myśl ta pozbawiała go spokoju w ciągu dnia i spędzała sen z powiek w ciągu nocy. Raz po raz mawiał do dworzan:

— Księżniczka Karamel jest najpiękniejszą, najmądrzejszą i najcnotliwszą ze wszystkich kobiet.

Pewnego dnia król wszedł do komnaty księżniczki Karamel i rzekł mniej więcej tak:

— Moje dziecię! Podczas nocy bezsennych obmyśliłem sposób, za pomocą którego potrafię wypróbować, który mąż będzie godnym wysokiego zaszczytu z ostania twym małżonkiem. Oto każę wybudować ulicę, którą nazwę Ulicą Pokus. Będzie mieć milę długości, zawierać wszelkie pokusy, jakie mistrzowie grzechu i zła zdolni są wymyślić. Mąż, który przebędzie tę ulicę w czasie krótszym niż piętnaście minut, będzie jako stal w ogniu zahartowana.

— Dzięki ci ojcze — rzekła uszczęśliwiona księżniczka.

Wybudowano więc Ulicę Pokus. Była pełna ponęt, rozkoszy lubieżnych. Uprawiano tam rozwiązłe i hazardowe gry w kostki, pokera i ruletkę.

Gdy konkurent do ręki księżniczki wstępował na Ulicę Pokus, na drugim końcu czekał król ze stoperem w dłoni, a tuż obok niego stała kapela jego przybocznego pułku.

Skoro tylko — co się zawsze zdarzało — po upływie piętnastu minut kandydat nie ukazywał się, wzmocniona kapela pułku przybocznego grała marsza, który oznaczał, że znowu jedna młoda duszyczka męska weszła na śliską drogę.

Ulica Pokusy stała się popularna… Okazać się godnym księżniczki Karamel, stało się synonimem najwyższej moralnej doskonałości. Po upływie dziesięciu lat nikomu jeszcze nie udało się przebyć Ulicy Pokus w przepisanym czasie. Król zaś, który już nie był taki młody jak dawniej, ciężko zachorował. Leżąc na łożu śmierci, przywołał córkę.

Barry Pain

— Najdroższa Karamel!—wyrządziłem ci ciężką i dotkliwą krzywdę. Wymagałem doskonałości dla ciebie, lecz na tym świecie nie masz doskonałości. Przeto moja nieśmiała róża polna zwiędła żałośnie samotna — że tak powiem.

— Przy sztucznym świetle wyglądam jeszcze zupełnie dobrze — rzekła skromnie księżniczka.

— Podczas, gdy ja nadaremnie szukałem dla ciebie doskonałości, przekwitło twe życie bezcelowo i bezbarwnie: ascetycznie, bezowocnie, tudzież klasztornie.

— Niezupełnie, drogi ojcze.

— Cóż chcesz przez to powiedzieć?

— Gdyś mi rzekł, że wymyśliłeś tę Ulicę Pokus, przekupiłam mistrzów grzechu i pomagałam im urozmaicać programy.

I króla szlag trafił na miejscu!

 

KOMENTARZ AUTORA WITRYNY:

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *