Carl Ludwig Friedrich Becker – Otello opowiada swoje przygody.

W czasie gdy przedmiotem zainteresowania całego świata jest koronawirus, ja napiszę parę słów na temat innego wirusa, „wirusa Zet” – jak go nazwała Anna Lechicka – czyli zazdrości. Jeśli to jest rzeczywiście wirus, to nie ma na niego szczepionki i mało kto jest nań uodporniony. Tu muszę jednakże nadmienić, że Arabowie nie zaliczają zazdrości do wirusów, tylko do chorób. Twierdzą, że to choroba, i to choroba nieuleczalna. Wielu zgadza się z tym poglądem. Poeta John Dryden, utrzymywał nawet, że zna nazwę tej choroby. Według niego była to „żółtaczka duszy”. Wow! Co za paskudztwo!

Istotnie. Jeśli się weźmie skrajne przypadki – chociażby Otella i Desdemony – trudno się oprzeć wrażeniu , że zazdrość jest zgubna. Powołam się na jeszcze na bardziej wymowny przykład. Na jednym z placyków miejskich w Rzymie znajduje się fontanna wyrzeźbiona w kamieniu przez XIX-wiecznego artystę. Wodotrysk otaczają syreny, z których każda ma twarz żony rzeźbiarza i każda jest w ramionach innego mężczyzny. Tym sposobem artysta wyraził swoją fobię. Niestety, chorobliwa zazdrość skończyła się dla niego obłędem, a on sam skończył swój żywot w domu wariatów.

Ale są to, jak powiedziałem, skrajne przypadki. Na ogół zazdrość przybiera formę niepewności, która wyraża swoje emocje w sposób awanturniczy. Nie jest to może miłe, ale należy pamiętać, że zazdrość – w relacjach damsko-męskich – występuje na ogół w towarzystwie innego uczucia, bardzo pożądanego. Magdalena Samozwaniec nazywa ją wręcz „cieniem miłości” i twierdzi, że „im większa miłość, tym dłuższy cień”. Co więcej! Pisarka utrzymuje, że „zazdrość w homeopatycznych dawkach to dla miłości środek podniecający”. Dopiero „w dużych, codziennie aplikowanych porcjach staje się trucizną zdolną zabić każde uczucie”.

Jako że daleki jestem od sfeminizowanej psychologii, która dzieli świat na potwory i ofiary, skłonny jestem przychylić się do tego zdania. Jeżeli partner nie okazuje żadnej zazdrości, prawdopodobnie nie darzy cię uczuciem. Zazdrość jest siostrą miłości. Jedna bez drugiej nie istnieje. Dlatego nie należy jej demonizować. Jak już wspomniano, dopiero w nadmiarze zatruwa życie. Zwykle stanowi coś w rodzaju „odrobiny przyprawy, której potrzebuje każda wielka miłość”.

 

9 komentarzy

  1. Wszystkie uczucia są potrzebne, to prawda, ale niektóre bardziej a inne mniej. Najważniejsze jest jednak, aby ufać sobie i kochać się po prostu starając się trzymać zazdrość na wodzy, aby nikogo nie krzywdzić.

    Czytelniczka
  2. Wikipedia podaje, że zazdrość jest uczuciem pojawiającym się w sytuacji frustracji. Uważana jest zazwyczaj za uczucie negatywne, choć w łagodnej formie może być np. bodźcem do pozytywnej konkurencji i realizacji własnych aspiracji.
    Chorobliwa zazdrość wiąże się z brakiem zaufania, chęcią kontroli i nadzorowania drugiej osoby oraz agresją.
    W Chrześcijaństwie jest jednym z siedmiu grzechów głównych.

    … bo to się zwykle tak zaczyna… maleńkim ukłuciem w sercu, które z czasem zaczyna rozlewać się na nie całe, przechodząc w chorobliwą zazdrość. Aby z czasem zmieść, jak fala, wszystko, co napotka po drodze i nie zostawić już nic, prócz żałosnych śmieci.

    Psychologowie twierdzą, że doświadczenia człowieka mają ogromny wpływ na to, jak radzi sobie on z tym uczuciem. Zalecają, aby zamiast doszukiwać się problemu w kimś, poszukać źródła tego problemu najpierw w sobie i na nim się skupić. Bo nieprzepracowane, prowadzą do generalizowania i w efekcie następuje wrzucanie każdej poznanej osoby do zanieczyszczonego wcześniej przez kogoś ,,basenu”, a przecież nikt nie lubi pływać w brudnej wodzie i po prostu zazwyczaj ratuje się ucieczką.

    Niezależnie od wszystkich mędrców świata, widzących w zazdrości siostrę syjamską miłości, ja osobiście nie widzę w tym uczuciu żadnej wartości. Nie działa na mnie mobilizująco ani nie jest w stanie dodać pikanterii mojemu życiu. Wywołuje we mnie tylko frustrację i bezsilność. Na dłuższą metę odpuszczam, absolutnie nie starając się niczego zdobywać lub kogoś zmieniać. Moje zdrowie psychiczne jest w tym przypadku najcenniejsze.

    Wraz z miłością w parze powinno iść poczucie bezpieczeństwa. Bez tego szczekającego bez powodu jamnika, wyskakującego nagle zza rogu. Jeśli już ktoś ma wyskakiwać, to tylko ufny labrador, wywołujący uśmiech i radość.

    Czytelniczka
      1. Odczuwam ją i okazuję – to oczywiste, bo nie jestem wcale doskonała – do tego jest mi bardzo, bardzo daleko;)
        Ale ja po prostu nie lubię zazdrości. Nawet bardzo. Dlatego się tak nad nią pastwię. To co napisałam, dotyczyło również mojej perspektywy – zazdrości własnej oraz tej, której doświadczam. Ani tej, ani tej nie akceptuję bo ani z tą, ani z tamtą nie najlepiej sobie radzę.
        Ale przynajmniej nie doszukuję się w niej wartości, których ona tak naprawdę nie wnosi w niczyje życie – przynajmniej nie w moje, ale każdy ma prawo do swojej własnej perspektywy.

        Czytelniczka
        1. Szanowna Pani Czytelniczko! To jest dyskusja, więc klauzula “każdy ma prawo do swojej własnej perspektywy” nie ma tu zastosowania. Dyskusja służy poszukiwaniu prawdy.

          Wydaje mi się, że skoro zostaliśmy wyposażeni w takie uczucie jak zazdrość, to nie bez powodu, ono czemuś służy. Nawet chrześcijański Bóg jest zazdrosny, jak powiada Pismo (Wyjścia 20:5; https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=70). I coś mi mówi, że może to mieć pewien związek z zakreślaniem granicy swobody, której nie należny przekraczać, gdyż stwarza zagrożenie dla więzi międzyludzkich. Zazdrość służy wówczas za coś w rodzaju sygnału ostrzegawczego. Gdy podróżuję samochodem, cenię sobie znaki typu: uwaga, śliska nawierzchnia!
          Nie biorę tu pod uwagę chorobliwej zazdrości, bo ta rzeczywiście jest nie do zaakceptowania.

          ZBYSZEKN
          1. Granica między zwykłą a obsesyjną zazdrością jest bardzo cienka. Poza tym, każdy ma swoją wewnętrzną tolerancję na to uczucie. Dla jednej osoby będzie ona jak przyjemne łaskotanie za uchem i dowód na to, że on/ona kocha i im większa zazdrość tym głębsza miłość. Dla innych nawet najdrobniejszy jej objaw będzie nie do zaakceptowania. Wszystko zależy od osobowości i doświadczeń każdego z nas. Trzeba więc świadomie wszystko sobie rozeznawać. Jeśli kobieta jest otwarta i towarzyska to nie dla niej jest związek z mężczyzną, który w każdym z jej znajomych widzi rywala. I vice versa. Dopiero, gdy ludzie poczują się bezpiecznie w sposób bezwarunkowy, to związek ma szansę się udać. Aby zobrazować ten pogląd, przytoczę fragment wywiadu z Danutą Stenką, w którym odnosi się do swojego męża w tym kontekście ,,To fantastyczny człowiek. On mnie po prostu zna. I cytuje jego słowa ,,A co to dzisiaj tak smutno? Tak żadnego rozwijania pawiego ogona?”, podsumowując: ,,On to przyjmuje do wiadomości. Że ja składam się też z tego rozwijania pawiego ogona. Z pewnego wachlarza, który muszę czasem otworzyć. On czasami lubi się temu przyglądać”.
            Życzę wszystkim takiej relacji.

            Czytelniczka
            1. Trudno odmówić Pani racji, ale nie zmienia to faktu, że zazdrość jest człowiekowi wrodzona i działa samoczynnie. Można ją okiełznać w sposób rozumowy, ale ona i tak istnieje w każdym człowieku i aktywuje się w związku z miłością. Nie jest przecież Pani zazdrosna o obojętnego sobie mężczyznę. Ale jeśli w grę wchodzi ten jeden, to gdy pojawia się kokieteryjna kobieta, włącza się czujność. I jeśli nawet umie Pani okiełznać zazdrość na tyle, by nie okazać jej publicznie, to ona i tak, i tak wywiera na Panią wpływ. Skoro jest, musi spełniać jakąś rolę. Bóg lub natura nie wyposażyła naz w bezużyteczne uczucia, każde z nich ma spełnić określone zadanie. Nawet złość i nienawiść jest człowiekowi potrzebna w określonych warunkach. Zazdrość nie jest tu wyjątkiem…

              ZBYSZEKN
        2. Zazdrość jest częścią życia. Zrozumienie tego mechanizmu może spowodować, że nauczymy się sobie z nim radzić, ale nie przestaniemy go odczuwać.
          Wszyscy zazdrościmy. Tylko nie chcemy się do tego przyznać. Każdy kiedyś pobił się o zabawkę, pokłócił o chłopaka czy poczuł się wykluczony z jakiejś relacji. Znacznie gorsze od samej zazdrości jest udawanie, że to uczucie jest nam obce .
          Reasumując uważam,że w małych dawkach zazdrość jest lekarstwem dla związku ,a w dużych niestety zabija najcudowniejszą miłość …

          Maja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.