Pałac w Sewastopolu

W 1828 roku Imperium Rosyjskie prowadziło wojnę z Turkami. W południowej części Rosji wybuchła wówczas zaraza, dżuma. Akurat na południu położone było miasto Sewastopol. W samym mieście nie stwierdzono ani jednego przypadku dżumy, ale ze względu na strategiczne znaczenie twierdzy, zwłaszcza portu, który dla rosyjskiej marynarki wojennej miał kluczowe znaczenie, jako środek zapobiegawczy zaordynowano kwarantannę. Przynajmniej taka była oficjalna narracja władz.

W maju tegoż roku wokół Sewastopola zbudowano specjalny kordon, który miał zapobiegać wchodzeniu i wychodzeniu ludzi z miasta. Ruch osobowy musiał przechodzić przez punkt kontrolny. Nie było to postanowienie tymczasowe, na miesiąc czy dwa, trwało kilkanaście długich miesięcy. Rok później, to znaczy latem 1829, z niewiadomych powodów kwarantanna została zaostrzona. Każdy kto chciał wejść do miasta, musiał spędzić 2-3 tygodnie w specjalnej strefie. Natomiast osoby podejrzane o chorobę trzymano w ścisłej izolacji przez długie tygodnie. Zniechęciło to miejscowych rolników do sprzedawania żywności w mieście, co z kolei stało się przyczyną niedoborów aprowizacyjnych. Wykorzystali to skorumpowani urzędnicy, którzy zwietrzyli na czarnorynkowym handlu towarami spożywczymi doskonały interes.

Ludzie nie mieli co jeść, a to, czym się odżywiali, było złej jakości. Pociągnęło to za sobą choroby i śmierć wielu mieszkańców Sewastopola. Dzień w dzień na cmentarzach grzebano od kilkunastu do kilkudziesięciu osób –  zwłaszcza tych z najbiedniejszych dzielnic. Urzędnicy za to, obrastali w tłuszcz i bogactwo. W sercu życzyli sobie, aby taka sytuacja trwała w nieskończoność. Kwarantanna stała się źródłem olbrzymich dochodów. Wreszcie ktoś wydostał się z miasta i poinformował władze w Petersburgu o skandalicznej sytuacji. Zorganizowano komisję i zlecono zbadanie sprawy. Komisja stwierdziła masowe nadużycia, ale ponieważ składała się z takich samych urzędników, jak ci w Sewastopolu, nikomu z winowajców nie spadł włos z głowy.

W listopadzie komisję rozwiązano, a kwarantanna, jak była, tak trwała. Bezkarni urzędnicy nabrali jeszcze większej pewności niż poprzednio. W marcu 1830 roku kwarantanna została ponownie zaostrzona. Wszystkim bez wyjątku mieszkańcom zakazano opuszczania domów. W mieście dochodziło do scen, na których opisanie potrzebna byłaby cała osobna książka. Dopiero dwa miesiące później pozwolono ludziom wyjść poza własne mieszkanie. Jedynie tym z najbiedniejszych dzielnic zabroniono tego na kolejnych 7 dni, a potem jeszcze przez dwa tygodnie. Ludzie umierali z głodu, wycieńczenia i braku elementarnej opieki lekarskiej, lecz nikt, ale to nikt nie umarł w tym czasie z powodu dżumy.

Doprowadziło to mieszkańców Sewastopola do skrajnej wściekłości. Mimo apelów kontradmirała Iwana Skalowskiego oraz najwyższych urzędników miejskich, członków kadry oficerskiej i duchownych kościoła prawosławnego, biedota odmówiła przebywania w areszcie domowym. W tej sytuacji gubernator wojskowy Sewastopola, Nikołaj Stołypin, rozkazał piechocie siłą przymuszać ludzi do siedzenia w czterech ścianach. Lecz gniew społeczny osiągnął już takie nasilenie, że mieszkańcy miasta zaczęli planować zbrojny opór – wielu z nich było emerytowanymi wojskowymi. Spora część żołnierzy pod bronią również miała dość tego, co się działo w Sewastopolu.

Zrobiło się naprawdę gorąco! 3 czerwca gubernator, w obawie przed rebeliantami, rozmieścił wojska na ulicach i wokół swojej rezydencji. To jeszcze bardziej rozzłościło zbuntowanych mieszkańców. Uznano, że miara się przebrała. Wielotysięczny tłum zebrał się przed rezydencją gubernatora i ruszył na budynek. Żołnierze nie próbowali stawiać im oporu. Stołypin został zlinczowany na oczach rodziny i służby. Na wieść o tym, żołnierze przerwali kordon kwarantanny wokół miasta i wspólnie z mieszkańcami przejęli władzę na 22 godziny. Odpowiedzialni urzędnicy uchodzili z miasta niczym szczury z tonącego okrętu. W Swastopoku nastąpiła anarchia, mnożyły się samosądy.

Dopiero następnego dnia wieczorem, generał broni Andriej Turczaninow, zastąpił zabitego Stołypina i podpisał dekret o końcu kwarantanny. Niestety, niektórzy z mieszkańców Sewastopola słono zapłacili za wolność. Wkrótce w mieście pojawiła się dywizja pod dowództwem Timofiejewa. Przysłano ich, aby odzyskać kontrolę nad miastem. Komitet pod przewodnictwem gubernatora Michaiła Siemionowicza Woroncowa rozpatrzył sprawy około 6000 osób. Za kierowanie powstaniem siedmiu stracono, około 1000 mieszkańców i marynarzy wysłano do ciężkich robót, a blisko 4200 cywilów zostało deportowanych do innych miast.

A co z odpowiedzialnymi za katastrofę urzędnikami? Ci otrzymali jedynie kary dyscyplinarne…

KOMENTARZ AUTORA: (Kliknij i otwórz)

 

 

 

 

2 komentarze

  1. Od razu przychodzi na myśl obecna sytuacja z powodu covida. Trudno nie porównywać obu zdarzeń ze sobą. Myślałam, że wyobraźnia poniosła naszych rządzących, ale w Rosji w XIX w. chyba już przesadzili. Zawsze wiedziałam, że pieniądz rządzi światem, ale do tego stopnia, żeby ludzie umierali z głodu z powodu kwarantanny? Może i u nas przydałby się taki bunt?

    Katarzyna R.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.