W kontekście pisania trzeciego tomu, zastanawiałem się ostatnio, co by się stało, gdyby Daisy  odeszła od męża i związała się z Gordonem Woodem, do którego żywiła przecież płomienne uczucia. Oczywiście były to rozważania czysto hipotetyczne. Tym niemniej szukałem w literaturze historycznej przykładów takich arystokratek i ku swemu zaskoczeniu odkryłem, że gdyby Daisy odważyła się na taki krok, jego konsekwencje mogłyby być naprawdę przykre. Przekonała się o tym najmłodsza siostra cesarzowej Sissi, Zofia Charlotta Wittelsbach, córka króla Bawarii.

Była nie tylko piękną, ale także wrażliwą na męską atencję kobietą. Jako dwudziestolatka zakochała się w fotografie, który – podobnie jak dla Daisy Monsieur Lafayette  – wykonywał dla niej sesję zdjęciowe. Nazywał się Edgar Hanfstaeng i  był niewiele, bo zaledwie 5 lat od niej starszy. Do naszych czasów zachowało się pięć listów miłosnych Zofii do Edgara. Świadczą one o tym, że w żyłach księżniczki wrzała krew. Rodzice jednak nie wyrazili zgody na ślub córki z mieszczaninem, a mieszczanin nie miał w sobie wystarczająco ikry, by sprzeciwić się królowi i zawalczyć o piękną Zofię.

Rok później została wydana za mąż za przystojnego, choć – według tych, którzy go znali – potwornie nudnego księcia Alençon, Ferdynanda Orleańskiego. Mimo że na początku małżeństwa Zofia bardzo się starała i urodziła mu dwójkę dzieci, to jednak jej widoki na znalezienie szczęścia u boku takiego mężczyzny, były raczej nikłe. Wzajemna ciekawość, afirmowana nieustanną wymianą myśli to przecież istota udanego związku. Niestety, tego miedzy nimi brakowało. Jak wiele zaaranżowanych małżeństw, oboje coraz bardziej oddalali się od siebie. Pod tym względem związek Daisy z Henrykiem von Pless nie wiele się różnił. Księżna żaliła się w pamiętnikach na to, że jej mąż nie czyta książek nie lubi wysilać się umysłowo i w ogóle nie ma o czym z nim rozmawiać.

Księżna Zofia – jak większość kobiet w jej sytuacji – cierpiała z wyżej wymienionych powodów. Popadała w coraz większe przygnębienie,aż w końcu lekarze orzekli, że jej smutek to depresja. Skierowano ją do Monachium na leczenie. I tu, ku jej zaskoczeniu, lekiem na jej dolegliwość okazał się lekarz. Franciszek Glaser był tak interesującym i zajmującym mężczyzną, że nie potrzebna jej była żadna kuracja. Godzinami ze sobą rozmawiali, a tematy im się nie kończyły. To byli ludzie stworzeni dla siebie i oboje szybko to zrozumieli. Problem polegał na tym, że on miał żonę, a ona męża. Wtedy zadecydowali się rozwieść. I byliby zapewne tak uczynili, gdyby nie połowica doktora Glasera. To była czujna niewiasta!

Kobieta poinformowała księcia Alençon o ich planach. Mimo że para uciekła przed Ferdynandem i jego siepaczami, zostali jednak schwytani. I tu zaczyna się odpowiedź na pytanie, co mogłoby się stać, gdyby Daisy postąpiła w ten sam sposób. Zofia została wysłana przez męża do zakładu dla nerwowo chorych w okolicach Grazu. Jej „nieprawidłowości seksualne” – jak to nazywali ówcześni fachowcy – leczone były zimnymi prysznicami i strzelaniem nad uchem z pistoletu. Mimo tak drastycznych środków, doktorom zajęło aż 6 miesięcy, by skłonić zakochaną diuszesę do porzucenia myśli o doktorze Glaserze i powrotu na łono rodziny.

Skandal, który niebywałym echem odbił się po całej Europie, był zapewne znany księżnej von Pless. Erotyczne życie arystokratów uważano wtedy za ich sprawę. Zarówno mężowie, jak i żony mogli mieć kochanki i kochanków – pod jednym wszakże warunkiem – żadnych skandali.  ‘Rozwód oznaczał skandal, a skandal psuł obraz ludzi z wyższych sfer’. Jak napisała znajoma Daisy, lady Warwick: „Pilnowaliśmy tego aby 5 na 6 skandali nigdy nie przedostało się na zewnątrz”. To tłumaczy dlaczego w romantyczną przygodę księżnej pszczyńskiej z Gordonem Woodem zaangażował się następca tronu angielskiego, książę Edward. Pachniało to skandalem i dlatego księżnę z mężem wysłano na pół roku do Indii.

A wracając do pięknej Zofii… chcę w tym miejscu wyrazić jej swój osobisty podziw dla księżnej Alençon . Nie dlatego, że zdradziła męża, bo ona go nie zdradziła. Nie postąpiła według powszechnej wówczas reguły: rób, co chcesz, byleby nikt o tym nie wiedział. Nie została jego kochanką, co było w kręgach arystokratycznych wybaczalne, poniekąd normalne. Ona postanowiła się rozwieść i związać z mężczyzną,  do  którego naprawdę pasowała. I to było niewybaczalne.

A tak na marginesie… W naszych czasach,w których rozwody to nic nadzwyczajnego, ludzie nie wstydzą się seksu, wstydzą się miłości. I to jest, moim zdaniem, niewybaczalne!

 

OD AUTORA:

 

3 komentarze

  1. Tak jest łatwiej. Seks można uprawiać bez angażowania się, natomiast miłość wymaga już bliskości, otwartości na drugą osobę, budowania relacji i dojrzałości.
    Jest pewien typ ludzi, którzy się tego boi, to tzw filofobowie. Boją się, że w drugiej stronie zobaczą same wady a zalety zostaną pominięte. Zwykle bywa tak po nieudanych związkach.
      Są też osoby, które starają się unikać wszelkiego kontaktu z osobą, którą są zainteresowane. Bo przecież im częściej się widujemy, tym bardziej lubimy. Być może jest to reakcja obronna przed późniejszym cierpieniem.
      A rozwody były i zawsze będą, to tylko umowa, tak samo jak małżeństwo. Gdyby nie było małżeństw nie byłoby rozwodów. Czy nie łatwiej jest żyć ze sobą w związku partnerskim niż później przechodzić wszystkie te ceregiele?
    Jedno i drugie to temat rzeka 🙂

    Katarzyna
    1. Kasiu, zdumiewasz mnie swoimi dokładnymi analizami 😉
      Wszelako chciałbym wspomnieć, że przedmiotem tego posta był niegodny pozazdroszczenia los kobiety całkowicie uzależnionej od mężczyzny w kontekście dwóch żyjących współcześnie ze sobą arystokratek. Dzięki wieloletniej walce wielu dzielnych kobiet uległo to zmianie. Ale teraz popadamy w druga skrajność. I podejrzewam, że to właśnie autor mógł mieć na myśli…

      ZBYSZEKN

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.