Dziś jest taka wichura, że wracając lokalną drogą do Wrocławia, zmuszony byłem zatrzymać samochód na poboczu. Nie chodziło tylko o wiatr. Obawiałem się także o zmierzającego wprost na maskę mego samochodu mężczyznę. Stale znosiło go na środek jezdni, jakby był z jednego boku obciążony ołowiem. Dla równowagi trzymał się roweru, ale to chyba niewiele dawało przy tak silnym wietrze. Wyłączyłem silnik, a on wykonał w moją stronę jeszcze kilka kroków i nagle targnął nim tak straszliwy podmuch, że uwalił się plecami na ziemię, a jego wehikuł potoczył się kilka metrów dalej. Przez chwile patrzył w niebo, jakby oczekiwał stamtąd pomocy. Wydawało się, że to koniec, że nie wstanie. Już zamierzałem pośpieszyć z pomocną dłonią, ale jakoś zebrał się w sobie i podniósł do pozycji siedzącej. Udało mu się oprzeć rękami o ziemię i podciągnąć pod siebie lewą, a potem prawą nogę i jakimś nadludzkim wysiłkiem chwiejnie stanął na obu kończynach.

Wtedy zadzwonił mój telefon. Straciłem go z pola widzenia zaledwie na ułamek sekundy, by spojrzeć na cyferblat. Gdy na nowo uniosłem oczy, nie było już po nim śladu, momentalnie zniknął, jakby zdmuchnęło go z drogi. Wyszedłem z wozu i zacząłem się rozglądać za nieszczęśliwą ofiarą wichury. Ani na drodze, ani na przydrożnych polach nie było po nim śladu. Nic, tylko porwało go do lasu i wisi na jakimś drzewie, pomyślałem. Chciałem już dzwonić po straż pożarną, gdy wtem ujrzałem, jak próbuje wygramolić się z głębokiego rowu. Pochyliłem się nad nim i zapytałem, czy nie potrzebuje pomocy, ale biedak był już tak wyczerpany zmaganiem się z wichurą, że nie potrafił wypowiedzieć słowa w zrozumiałym języku, tylko mamrotał coś bełkotliwie. Nie dość na tym, przyłożył głowę do gleby i przestał się odzywać, wsłuchując się najwyraźniej w tętno ziemi. Pomyślałem, że albo zasnął z wyczerpania, albo stracił przytomność. Odsunąłem jego rower na pobocze i zadzwoniłem na pogotowie. Przyjechali, obejrzeli i wezwali policję. Tym sposobem niewinna ofiara wichury zamiast do szpitala, trafiła na izbę wytrzeźwień.

Niech mi państwo wierzą, byłem zdegustowany tym, jak działa polska służba zdrowia! Ciekawe, czy któryś z ratowników chciałby, żeby dzwonić na policję tylko dlatego, że go zawiało? Trochę empatii, panowie. W końcu wszyscy jesteśmy facetami!

 

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.