Czy wiecie, że kiedyś ludzie spotykali się twarzą w twarz, aby ze sobą porozmawiać? Naprawdę tak było. Przysięgam! Widziałem to na własne oczy. Może nie zdarzało się to codziennie, ale wystarczająco często, żeby nie utracić statusu istot społecznych. Człowiek przychodził do człowieka i rozmawiali przez całe popołudnie albo i dłużej. A przy tym, jakież to były rozmowy! Słyszało się nie tylko to, co mówiono, ale także, w jaki sposób się wyrażano, jakie towarzyszyły temu emocje, gesty, mimika. Myślicie pewnie, że to bez znaczenia. Hm… chyba nie do końca. Spece od rozmów twierdzą inaczej. Podobno ze słów czerpie się tylko 7% informacji, a reszta pochodzi z reszty. Tak zwana fizyczna obecność wypełnia aż 93% dialogu! Kto by pomyślał?

Wprawdzie niektórzy mieszkali daleko od siebie i mogli pozwolić sobie na spotkania raz, czasem dwa razy do roku. Ale za to ilość przekuwano w jakość. To były niemal święta towarzyskie. Ludzie nie mogli się sobą nasycić, nieraz rozmowy kończyły się o trzeciej, czwartej nad ranem i zaczynały się tuż po przetarciu oczu. Wesołemu bla, bla, bla wydawało się nie być końca. I ci, i ci mieli sobie mnóstwo do powiedzenia! Przez cały rok nazbierało się tyle historii, tyle emocji, problemów i okoliczności, że można było o nich rozprawiać i rozprawiać. Owszem, w pewnym momencie nadchodziła chwila rozstania i wtedy robiło się smutno, kapały łezki. Ogólnie jednak czas i odległość były konserwantem dobrych relacji międzyludzkich.

W jakiś czas później pojawili się ludzie, którzy postanowili to zmienić. „To niesprawiedliwe – orzekli. – Dlaczego jedni mogą rozmawiać ze sobą raz na tydzień, a drudzy raz na rok? Zróbmy coś z tym fantem!”. I wtedy wymyślono telefony komórkowe oraz Internet. To miała być rewolucja w zbliżeniu człowieka do człowieka. Ludzie mieli być ze sobą tak blisko, by w każdej chwili się kontaktować. Można się było wyprowadzić na drugi koniec świata, a to i tak w niczym nie przeszkadzało. Rozmowy między jednym, a drugim końcem świata zdarzały się tak często, jak gadu-gadu sąsiadek, które spotkały się na balkonach.

I wówczas ludzie odkryli coś niesłychanie ważnego: że te 7%, które mogą sobie przekazać jedynie za pomocą słów, to jednak bardzo niewiele. Rozmowy szybko stały się jałowe. Nie było o czym gadać, ciekawe tematy wyczerpywały się błyskawicznie, a zaczęły się gadki o niczym. Czegoś zaczęło brakować. Podejrzewam, że niektórzy domyślili się, iż te 93% dialogu, które siedzi gdzieś samotnie, jak oni, w czterech ścianach oddalonych o setki, a czasem tysiące kilometrów, ma jednak niebagatelne znaczenie. Nie dało się tego zastąpić zdjęciami na portalach społecznościowych pt. „a gdzie ja nie byłem, czego nie widziałem, czego nie zjadłem i czego nie wypiłem” albo „spójrzcie, jaka jestem cudowna, mam takie nadzwyczajne dzieci i wnuki” albo też ” patrzcie, jaka jestem młoda, cała się zrobiłam botoksem”. Fizycznej obecności nie dało się zastąpić fotkami, bo inni mieli je najzwyczajniej gdzieś.

W gruncie rzeczy człowiek stanął wobec dylematu. Odkrył, że to, co miało służyć bliskości, stało się jednym ze źródeł wyalienowania i samotności. Nigdy wcześniej nie było tak łatwo o rozmowę z drugim człowiekiem, a tak trudno o jego uwagę. Z jednej strony dobrowolnie zgodziliśmy się być więźniami z obrożą elektroniczną w kieszeni, żeby w każdej chwili stać się dostępnym, a z drugiej jeszcze nigdy nie byliśmy wobec siebie tak odlegli. Nie ma nas w życiu innych ludzi i tych samych ludzi nie ma w naszym życiu. Ci, którzy się nad tym zastanawiają zapewne zdążyli już odkryć, że więź to zjawisko fizyczne, a nie wirtualne. Nic nie zastąpi słowa, któremu  towarzyszy dotyk dłoni, spojrzenie w oczy, przyjazny uśmiech, pogodny tembr głosu. Niektórzy to faktycznie odkryli, chociaż nie wiadomo, jak sobie z tym radzą. Ale co z pozostałymi? Mam wrażenie, że są w tym samym miejscu, w którym wciśnięto im smartfona do ręki. Pozują sobie do selfie w telefonie zainstalowanym na monopodzie z pilotem, żeby pokazać na Instagramie, jacy są niepowtarzalni, i to im w zupełności wystarcza…

 

8 komentarzy

  1. Czasami wystarczy po prostu zwyczajne bycie razem, nawet bez słów. Ofiarowanie sobie tych 93% bez konieczności dopełniania do 100% słowami. Tak jak śpiewała Kora – …po prostu bądź i patrz…
    Tylko spotkania stwarzają możliwość pomilczenia razem – a to czasami więcej znaczy niż 100 słów wypowiedzianych – tego nowoczesne technologie nie ułatwiają… W słuchawce cisza się nie sprawdza.
    Dziękuję za ten artykuł.

    Lidia
  2. Zwalanie wszystkiego na smartfony to gruba przesada! Wcześniej były zwykłe komórki i komputery z internetem. Choć to ledwie 20 lat. Były zwykle telefony, choć z drogimi połączeniami i nie w każdym domu. Natomiast były rozmowy nie na telefon. Były telewizory, przed którymi siedzało się i nie należało przeszkadzać rozmową. Nie jestem pewien, czy dziś ludzie naprawdę mniej rozmawiają. W takim samym procencie, jak kiedyś, zapewne.
    Mogę pocieszyć autora, że czytając dobrą literaturę niechętnie włączam smartfona, może być w trybie samolotowym przez dobę, czy nawet dłużej. Ale w końcu włączam, by bliskie osoby nie zaczęły się poważnie niepokoić o mój stan.
    Bez wątpienia współczesna technika utrudnia dluższe przebywanie w stanie “dobrej samotności”.
    Pozdrawiam Zbyszku!
    Andrzej Szmal

    Andrzej Szmal
  3. Trudno się nie zgodzić z tym, ze mamy do siebie tak blisko, że już dalej nie można:)
    Wiele jednak zależy od tego, jakim się jest człowiekiem i co się ceni w życiu.
    Czasem jest nawet tak, że obroża elektroniczna jest miernikiem naszych znajomości i przyjaźni.
    Ileż są warte, skoro “nie ma nas w życiu innych ludzi i tych samych ludzi nie ma w naszym życiu”?
    Panie Zbyszku, pocieszę, bo poruszył Pan czułą strunę – mam przyjaciół, z którymi spotykam się raz na rok, czasem na dwa, ale wtedy to JEST Święto Towarzyskie i przebiega dokładnie tak, jak Pan opisał! Dodałabym jeszcze emocje oczekiwania przed i “naładowane pozytywnie baterie” po takim spotkaniu. I takich świąt sobie życzmy nawzajem!
    Co do pozostałych “pozerów” – nigdy nie zrozumieją, co tracą.
    Pozdrawiam

    1. Wydaje mi się, że to powód, dla którego szukamy towarzystwa osób podzielających nasze wartości. Wlasnie z tego powodu powstała ta Witryna Autorska. Pisarz jest wyrazicielem sposobu myślenia określonej gupy ludzi, ale potrzebuje kontaktu z tymi osobami, żeby ten powód cały czas istniał. Dziękuję za Pani obecność 🙂

      ZBYSZEKN
  4. Niestety takie czasy, często o niektórych rzeczach dowiadujemy się wirtualnie, chociaż jesteśmy sąsiadami. Ludzie nie potrafią, nie chcą ze sobą rozmawiać. A nawet jak dojdzie do dialogu to jest to nie szczere, bo jak można rozmawiać z kimś kiedy druga strona ucieka oczami. Za dużo bodzców jest ze strony mediów, interesujemy się błachostkami zamiast zwrócić uwagę na osobę obok, na sygnały jakie nam wysyła. Nie dostrzegamy co dla nas jest najlepsze tylko brniemy dalej w swojej głupocie wlepiając oczy w ekran komputera lub tv. Nie powiem , bo sama tak robię i nie mogę nauczać innych. Ale mam wyrzuty sumienia , bo wszystkim nam brakuje uczucia.

    Katarzyna R.
    1. Nasza uwaga rozpraszana jest przez tyle zródeł, że nic dziwnego, że nie mamy czasu, aby pobyć z bliskimi, a nawet ze sobą. Jeśli sumienie miga czerwonym światełkiem, proszę tego nie lekceważyć. Myślę, takie posty jak ten są potrzebne, jako tło, w którym to światełko może się odbić. Pani komentarze na Witrynie wnoszą dużo szczerości. Proszę tu zaglądać 🙂

      ZBYSZEKN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.