W dniach wspólnej szczęśliwości, Hrabia Essex, wielki faworyt angielskiej królowej Elżbiety, otrzymał od niej w podarku kosztowny pierścień. Ofiarując mu ten klejnot, władczyni dodała:

– Pilnie go strzeż, gdyż razem z tym pierścieniem otrzymujesz dar mojej łaski. Gdyby ci się przydarzył grzech, za który musiałbyś zapłacić głową, to gdy odeślesz mi ten pierścień, daruję ci winę.

Z historii wiadomo, że arystokracie przytrafił się akurat taki nierozważny czyn, w wyniku którego sąd uznał, że hrabia Essex zasługuje na spotkanie z katem przy pieńku. Wyrok sądowy wysłano królowej do podpisania, ale ta długo zwlekała z postawieniem kropki nad losem kochanka. Wciąż czekała, aż hrabia odeśle jej pierścień, prosząc o łaskę. Ale lord Essex był zbyt dumny, aby błagać kobietę o litość – nawet jeśli była jego królową. Elżbieta zmuszona więc była podpisać wyrok sądowy i hrabia zapłacił głową za swój upór.

Dwa lata później dwórka królowej, lady Nottingham, ciężko zaniemogła. Przeczuwająca swój koniec, miotana wyrzutami sumienia, napisała do królowej, że chce wyjawić jej ważny sekret. Gdy Elżbieta stanęła u wezgłowia umierającej, ta wyciągnęła pierścień i wyjawiła jej, że Essex wysłał go do królowej za pośrednictwem hrabiny Scrope, siostry lady Nottingham. Sługa się jednak pomylił i zamiast pierwszej siostrze, oddał pierścień drugiej, której mąż z kolei był nieprzejednanym wrogiem lorda Essex.

– Wybacz mi to w godzinę śmierci – błagała lady Nottingham.

Królowa jak rażona piorunem, chwyciła ze złością umierającą dwórkę i potrząsając nią, zawołała:

– Niech ci Bóg przebaczy, pani, bo ja nie potrafię!

W ten sposób zapadła kurtyna nad dramatem miłosnym Elżbiety i hrabiego Essex! Królowa pogrążyła się w bezdennym smutku i w parę tygodni później doszła kresu swoich dni. Cóż…  aż szkoda, że ta historia tak źle się skończyła. Wolelibyśmy happy end, prawda?

 

W tym roku mija dokładnie 400 lat od chwili, gdy tę romantyczną opowieść zamieścił Jan Webster w swoim „Procesie diabła”. Był wówczas rok 1620 i hrabia Essex nie żył już od 19 lat, a królowa Elżbieta od 17. Żadne z nich nie mogło potwierdzić ani zaprzeczyć faktom przytoczonym w opowieści. Historycy uparli się jednak, by mimo wszystko dogrzebać się prawdy, która skądinąd okazała się być nie aż tak sentymentalna, jak przytoczona powyżej historia. Rzeczywistość związana ze ścięciem hrabiego okazała się dużo bardziej prozaiczna. Żadnego pierścienia nie było, Essex nie uciekał się do prośby o litość, a królowa nie pochyliłaby się nad jego losem, gdyż uchodziła za bardzo, bardzo wyrachowaną osobę.

Dlaczego więc opowiedziałem Państwu tę historię? Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, żeby przypomnieć, iż harlequiny nie są bynajmniej nowym wynalazkiem. Po drugie, żeby nikt nie dawał się nabrać na to, że szczęśliwa miłość to taka, która dobrze się kończy. Nie! Szczęśliwa miłość to taka, która nigdy się nie kończy!

No chyba, że jest szczęśliwa, ale niekonsumowana. Wtedy robi się jeszcze bardziej nieszczęśliwa niż mogłaby być szczęśliwa, gdyby była konsumowana…

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.