Miałem wtedy 9 lat, a mój brat, Darek, był sześciolatkiem. Marzyliśmy, żeby mieć nowy rower, składak. Rodziców nie było na niego stać, więc wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Pomysł, który nam wpadł do głowy polegał na tym, żeby zarobić na zbieraniu butelek. Wyposażeni w szmaciane torby łaziliśmy gdzie popadło i po miesiącu udało nam się zgromadzić blisko pięćdziesiąt flaszek. Pamiętam jeszcze, jak z tym pierwszym ładunkiem w plecakach gramoliliśmy się mostem kolejowym do oddalonego o jakieś 5 kilometrów punktu skupu w Brzegu Dolnym.

Wtedy właśnie wydarzyło się coś, co zupełnie pokrzyżowało nasze plany.

Na miejscu odkryliśmy bowiem, że ktoś wyrzucił na makulaturę całą bibliotekę. Przed nami leżała góra złożona – jak się później okazało – z ponad tysiąca woluminów. Zrobiło mi się żal tych książek, gdyż babcia mi zawsze mówiła, że książki mają duszę. Książka była dla mnie święta. Zaproponowałem Darkowi, żeby zamiast roweru kupić te książki.

– A po co? – nie rozumiał. – Ja nie umiem czytać.

– To ja cię nauczę – przekonywałem brata. – A poza tym niedługo pójdziesz do szkoły i będą ci potrzebne te książki.

– Aż tyle?! – nie potrafił ukryć swego zdumienia. – Wole składak.

Jakoś jednak udało mi się przekonać go do zmiany planów. Ugadaliśmy z kierownikiem skupu, że wykupimy od niego wszystkie te książki w zamian za butelki. Przez całe lato zbieraliśmy flaszki i wymienialiśmy je na książki. Co parę dni taszczyliśmy dwa plecaki książek do domu. Matka była zrozpaczona, bo całe mieszkanie zawalone zostało starymi tomiszczami. Wreszcie nie wytrzymała i kazała nam się wynosić z książkami do drewnianej szopki obok kurnika. Trzy dni zajęło nam samo tylko przenoszenie tomów do nowego składu. Ale mimo trudności udało się jakoś wszystko upakować. Byliśmy dumni!

Nie pozostawało nam nic innego, jak tylko przystąpić do konsumpcji tego potężnego arsenału wiedzy. Darek w dalszym ciągu nie umiał czytać, więc miałem mu służyć za lektora – przynajmniej do czasu, gdy nie pójdzie do szkoły i sam nie posiądzie tej umiejętności. Niestety, nigdy do tego nie doszło. Wieczorem rozpętała się bowiem tak straszliwa burza, że wichura zerwała dach z naszej szopki. Na książki woda lała się z nieba strumieniami przez dwa dni i dwie noce. Nasza biblioteka właściwie przestała istnieć. Próbowaliśmy osuszać książki nad piecem, ale rozłaziły się w rękach. Wreszcie pod naszą nieobecność mama zamówiła traktor z przyczepą i nasze skarby trafiły tam, skąd je przytargaliśmy…

 

Na podstawie tej przygody osnute zostały wątki jednego z rozdziałów w Grzechu przemilczenia. A pozwoliłem sobie przypomnieć o tym dlatego, że książki są dzisiaj jeszcze bardziej zagrożone niż były wówczas. Niebezpieczeństwo polega na tym, że ludzie przestają czytać…

 

 

5 komentarzy

  1. Też kocham książki,bardzo.Gdy moje siostry swoje kieszonkowe wydawały na fatałaszki,ja kupowałam książki.Nadal kupuję i …czytam😀. Bo nie chodzi tylko o to,żeby je posiadać,ale i czytać. Cenię książki i podziwiam pisarzy.Wierzę,że książki nie są zagrożone,gdyż nadal są ludzie. Którzy czytają.Może jest to gronie coraz mniejsze,ale zawsze takie będzie istniało.Jestem dobrej myśli.
    P.S.
    Też mnie bolało serce,jak w amerykańskim filmie ( The day the after), ludzie ,uwięzieni w bibliotece palili książki,żeby się ogrzać, z powodu potężnego mrozu na zewnątrz.Musiałam sama sobie tłumaczyć, że w końcu życie ludzkie jest wartością nadrzędą.Ale spalonych książek było mi strasznie żal.😟

    Bozena
  2. Znajoma mi opowiedziała jak kiedyś rozpalali w piecu książkami.Nie mogłam tego przeżyć. Na pytanie dlaczego akurat książkami, dostałam odpowiedź: ” A czym mieli rozpalać jak pieniędzy brakowało, meblami?” Mi by do głowy nie przyszło, żeby książkę do pieca wrzucić wolałabym krzesłem rozpalić.
    Sama kiedyś przytaszczyłam od starszej Pani całe pudło książek. Niektórym okładki odpadały. Moja mama ręce załamywała gdzie ja to wszystko poukładam. Znalazłam miejsce w witrynie gdzie stała porcelana i inne takie. Porcelana wylądowała w piwnicy a z czasem się pobiła. Książki mam do tej pory. Najstarsza ” Matka Królów” Kraszewskiego ( wydanie przedwojenne sądząc po stanie).
    Książki ponad wszystko☺

    Katarzyna R.
    1. Jak widać książka służy nie tylko rozrywce czy refleksji, ale można sie przy niej ogrzać 😉 Proszę się tym nie gorszyć, bo to tylko pokazjuje, jak wszechstronne może mieć zastosowanie dzieło sztuki 😉

      ZBYSZEKN
      1. Po przeczytaniu komentarza Pani Katarzyny stwierdzilam, ze palenie w piecu ksiazkami, choc jest rzecza moze nawet bulwersujaca, zdarza sie nawet ludziom, ktorzy doceniaja wartosc ksiazki. Gdy bylam na pierwszym roku studiow, bardzo dawno temu, bylam niania. Rodzice chlopczyka, ktorym sie opiekowalam mieszkali w domu po babci. W pokoju stala mebloscianka, ktora pekala doslownie od ksiazek zwydanych w latach 1895-1965. Cacuszka:)! Kiedy Mateuszek spal, ja bylam w raju, bo czytalam do woli, a on mial absolutna cisze. Niestety nadeszla zima, a rodzice kazali mi rozpalac w piecu ksiazkami. Bylam zrozpaczona!!! Sama potrzebowalam pieniedzy na studia, wiec odkupienie nie wchodzilo w gre, ale stwierdzilam, ze mogliby sprzedac ksiazki do antykwariatu. W poniedzialek jak zwykle, przyszlam do malego, a tu ani jednej ksiazki na polce! Wszystkie wywiezli do antykwariatu I kupili wegiel :-)!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.