Wiem, że telemarketerzy wykonują ciężką pracę. Podziwiam ich i współczuję, gdyż ja nie potrafiłbym się podjąć takiego zajęcia. Ale gdy człowiek jednego dnia dostaje kilka telefonów z propozycjami, których nie potrzebuje i nie spodziewał się, może poczuć się sfrustrowany, prawda? Zwykle staram się być grzeczny, wczoraj jednak – gdy dzwoniła do mnie któraś tam z kolei pani z propozycją bezpłatnych badań – nie wytrzymałem.

Przerwałem jej trajkotanie, pytając:

– Przepraszam, z kim chciałaby pani rozmawiać?

– Z właścicielem telefonu – odparła.

– Czyli z panem Niedźwieckim, tak?

–  Tak – potwierdziła niezbyt pewnie.

– Chwileczkę – oznajmiłem – pójdę go poszukać.

Odłożyłem telefon na stół. Odczekałem jakieś dwie minuty, po czym podniosłem słuchawkę i zapytałem:

– Halo, jest tam pani?

– Tak, jestem.

– Niestety, pan Niedźwiecki miał przed chwilą atak i musieliśmy go zapiąć w kaftan bezpieczeństwa – wyjaśniłem. – Niech pani zadzwoni za jakieś trzy, cztery godziny, może mu już przejdzie…

Po tych słowach nastąpiła chwila głuchej ciszy, a potem krótki sygnał oznajmił mi koniec rozmowy.

Zdaje sobie sprawę, że to było niegrzeczne i niezbyt uczciwe z mojej strony, ale wielokrotne nagabywanie mnie na zakupy lub badania, jest równie nieetyczne – zwłaszcza że wielokrotnie prosiłem, by dano mi święty spokój. Czy to pomoże? Nie wiem, ale może jeszcze poćwiczę ten wariant w wersji: „A może pani wie, w której celi pan Niedźwiecki odsiaduje wyrok?”.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.