Pamiętam, że gdy Olga Tokarczuk dostała Nagrodę Nobla i wszyscy zaczytywali się w jej prozie, ludzie pytali mnie: Czytał pan „Księgi Jakubowe?”. Czytał pan „Bieguni?”. Przyznam się, że nie czytałem tych książek. Mogłem oczywiście powiedzieć, że czytałem, ale gdyby rozmówca pociągnął temat dalej, odkryłby zapewne, że kłamię. I wtedy byłoby mi bardzo czerwono na buzi. Istniała też możliwość, by powiedzieć, że nie czytałem, ale to też wiązało się z pewnym obciachem.

Wpadłem wówczas na inny pomysł. Zacząłem stosować metodę, którą podpatrzyłem u amerykańskiego dziennikarza, Arta Buchwalda. Gdy ktoś zadawał mi pytanie o jedną z powyższych książek, odpowiadałem zgodnie z prawdą: „Nie”. I od razu dodawałem: „A czy pani czytała książkę Tokarczuk, „Moment niedźwiedzia?”. Odpowiedź mojego interlokutora sprowadzała się zazwyczaj do wstydliwego zakłopotania. A ja, z wyższością i wrodzonym sobie okrucieństwem, uzupełniałem: „No widzi pani, twórczość pisarza powinno się poznawać od początku do końca, a nie na odwrót”.

I takie niedźwiedzie maja momenty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.