Dwa dni temu wybrałem się do przychodni lekarskiej przy ulicy Komuny Paryskiej we Wrocławiu. Drzwi oklejone były taśmą obronną ze względu na szalejącą pandemię, ale dzwonek był dostępny. Nacisnąłem więc przycisk i zdałem się na wrodzoną sobie cierpliwość. Po jakiejś minucie powtórzyłem ten sam zabieg i w progu przychodni łaskawie pojawiła się pani z nachmurzonym czołem – recepcjonistka, czy jak ją tam zwą, bo nie wiem. Uchyliła drzwi i szorstko zapytała mnie, czego chcę.

– Chcę się umówić na wizytę lekarską, bo źle się czuję.

Pani wskazała mi na karteczkę przyklejoną do drzwi i oświadczyła tym samym tonem, co poprzednio:

– Nie widzi pan, co tu jest napisane? Wizyty umawia się przez telefon.

– Ale skoro już tu jestem, to proszę mnie zarejestrować – próbowałem posłużyć się logiką.

Pani po raz kolejny zaszczyciła mnie spojrzeniem przysługującym nierozgarniętemu debilowi i powtórzyła:

– Czy pan nie umie czytać? Wizyty umawia się przez telefon!

Wyciągnąłem więc komórkę, wklepałem numer z kartki na drzwiach i po chwili za jej plecami odezwał się aparat.

– Musze iść, bo ktoś dzwoni – powiedziała i zamknęła mi drzwi przed nosem.

Niebawem usłyszałem jej głos w słuchawce.

– To ja – przedstawiłem się jej. – Przed chwilą rozmawiałem z panią przy wejściu.

– No przecież słyszę – oświadczyła zła jak osa. – Uważa mnie pan za nierozgarniętą?!

Powstrzymałem się od odpowiedzi na to pytanie, choć miałem ochotę na chwilę szczerości. Ale dzięki temu pani łaskawie zgodziła się umówić mnie na wizytę lekarską, oczywiście telefoniczną. Wkrótce miałem się przekonać, jak sprawnie działa telefoniczna służba zdrowia.

Nie minęła bowiem godzina od przytoczonej powyżej rozmowy, a zadzwonił do mnie pan doktor.

Zapytał, co mi dolega.

– Źle się czuję – powiedziałem. – Podejrzewam u siebie grypę.

Dalsza część rozmowy przebiegła tak:

– Ma pan temperaturę?

– Nie.

– Dreszcze?

– Nie.

– To może chociaż katar?

– Nie.

– Proszę pana – powiedział – nie ma czegoś takiego jak grypa bezobjawowa, jeśli pan do tego zmierza.

Akurat nie zmierzałem, ale zainteresowało mnie coś innego.

– Zastanawia mnie, jak pan może to stwierdzić przez telefon?

Wtedy on zasugerował wizytę w jego prywatnym gabinecie, a ja zapytałem, ile to kosztuje.

I wówczas doznałem olśnienia!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.